Powódź w Nowym Dworze w 1888
[źródło
grafiki -
Historia
Nowego Dworu Maz. i okolic]


Nowy Dwór. Narew ruszyła dnia 15-go o godzinie 6-éj z
rana. Pomiędzy Zakroczymiem i Nowym Dworem uformował się zatór, co
spowodowało wezbranie i wylew. Kra z łoskotem rozbiiała się o dwa mosty
pomiędzy Nowym Dworem i Nowo-Georgiewskiem: żelazny kolei Nadwiślańskiéj i
wiszący wojskowy. Ten ostatni nie wytrzymał nacisku i zaczął się chwiać;
wówczas kazano publiczności zejść z niego. Ostrożność była chwalebną,
ponieważ o godzinie 7-éj minucie 50 most wiszący runął ze strasznym hukiem.
Śladu po nim nie zostało. Czterech ludzi, którzy zwłóczyli z zejściem z
niego, wpadło do wody; uratowano ich, ale tak potłuczonych, iż musiano
odesłać do szpitala.
Wysokość wody wynosiła wówczas 19 stop, zimna było 15 stopni. Zachodziła też
obawa o most kolejowy, ale przejazd próbny pociągu rozproszył niepokój.
Pociąg osobowy bezpiecznie po nim przejechał. Kilka ulic w Nowym Dworze jest
zalanych; cztery berlinki kra strzaskała; śpichrz dwupiętrowy u ujścia Narwi
do Wisły ma podmyte fundamenta. Narew u góry stoi dotąd.
- Zatór (dziś: zator): Nagromadzenie się kry lodowej w korycie rzeki, które
tamuje swobodny przepływ wody, prowadząc do gwałtownych powodzi (tzw.
powodzi zatorowych).
- Berlinki: Rodzaj płaskodennych statków rzecznych (barek), używanych
dawniej do transportu towarów, głównie na Wiśle i drogach wodnych łączących
ją z Berlinem (stąd nazwa).
- Kolej Nadwiślańska: Historyczna linia kolejowa łącząca Mławę, Warszawę i
Lublin z Kowlem. Most kolejowy w Nowym Dworze był kluczowym elementem tej
trasy.
- Śpichrz (dziś: spichlerz): Budynek przeznaczony do przechowywania ziarna
produktów rolnych. W Nowym Dworze, ze względu na port rzeczny, znajdowały
się potężne magazyny tego typu.
- Stop (stopa): Dawna jednostka miary długości. W zaborze rosyjskim "stopa"
wynosiła ok. 30,48 cm. Zatem poziom wody wynoszący 19 stóp to ponad 5,8
metra.
- Zimna było 15 stopni: Chodzi o temperaturę powietrza. Warto zauważyć, że
tekst nie precyzuje skali, ale najprawdopodobniej mowa o stopniach Rømera
(często stosowanych wtedy obok Celsjusza) lub Celsjusza. Jeśli to skala
Rømera, 15 stopni R to ok.
14,29 stopni C co sugeruje odwilż sprzyjającą
ruszeniu lodów).
- Nowo-Georgiewsk: Rosyjska nazwa Twierdzy Modlin, obowiązująca w okresie
zaborów.
- Zwłóczyli (z zejściem): Ociągali się, zwlekali, robili coś zbyt wolno.
- Chwalebną (ostrożność): Godna pochwały, słuszna.
- Podmyte fundamenta (dziś: fundamenty): Dawna forma liczby mnogiej
rzeczownika "fundament".
- Narew u góry stoi dotąd: Oznacza, że w górnym biegu rzeki lód jeszcze nie
ruszył (rzeka jest zamarznięta).

Jabłonna. Pod wsią Rajców (Rajszew) Wisła wyrzuciła na
brzeg berlinkę Neumana z Warszawy; rodzina właściciela, w liczbie 5 osób,
znajdująca się na berlince, nie doznała szwanku.
Nowy Dwór. Z podwórza tartaku Broswitza woda uniosła zapas desek. Fabryka
krochmalu W. A. Scholtena zalana. Z mostu wiszącego nawet przyczółki nie
ocalały. Śpichrz u ujścia Narwi ma róg przez lody oderwany. Zatór był
rozbity przez artylleryę z 3 dzieł. Woda opada i zamarza.
Zakroczym. Wisła ruszyła dnia 15-go b. m. o godz. 10-éj z rana. Lewy brzeg
dotknięty powodzią.
- Artyllerya z 3 dzieł: To najbardziej fascynujący fragment. W XIX wieku,
gdy zatory lodowe groziły całkowitym zalaniem miast, do ich rozbijania
wzywano wojsko. Użycie trzech armat (dział) miało na celu kruszenie lodu
pociskami, aby przywrócić bieg rzeki.
- Nie doznała szwanku: Nikt z pięcioosobowej rodziny nie ucierpiał, mimo że
ich statek (berlinka) został wyrzucony na brzeg przez rzekę.
- Fabryka krochmalu W. A. Scholtena: Willem Albert Scholten był słynnym
holenderskim przemysłowcem, który budował fabryki w całej Europie. Zalanie
tego zakładu w Nowym Dworze było poważną stratą gospodarczą dla regionu.
- Przyczółki: Elementy konstrukcyjne mostu, na których opierają się jego
końce. Ich zniszczenie oznacza, że siła naporu lodu całkowicie zatarła ślady
po istnieniu przeprawy.
- 15-go b. m.: Skrót od „bieżącego miesiąca”.

Nowy Dwór. Pomiędzy złomami lodu znaleziono tutaj
zwłoki nieznanej kobiety. Z magazynów wojskowych woda uniosła około 1,000
pudów produktów spożywczych. Pod wsią Bronisławką, o milę od brzegu rzeki,
woda wyrzuciła część mostu, zerwanego pod Nowo-Georgiewskiem.
- Pud: Rosyjska jednostka masy używana w tamtym okresie w zaborze rosyjskim.
1 pud = 16,38 kg. Oznacza to, że woda porwała około 16,4 tony żywności.
- Mila: W Królestwie Polskim mila mierzyła zazwyczaj ok. 7,15 km (mila
polska), choć w kontekstach urzędowych mogła odnosić się też do mili
rosyjskiej 7,47 km. Wyrzucenie części mostu "o milę od brzegu rzeki"
świadczy o ogromnej sile żywiołu, który przetransportował ciężkie elementy
konstrukcyjne na dużą odległość od koryta.

17 marca 1888. Kurjer Codzienny, nr 77.
Wylew.
Sytuacja pod Warszawą bez zmiany. O g. 12-tej w nocy wysokość wody stóp 14
cali 8; ciągły powolny spadek. W ciągu dnia, woda kilkakrotnie stawała w
mierze, opadała, to znowu przybierała, od godziny jednak jest 6-tej
wieczorem, nastąpił spadek stały. Kra z góry idzie w większej ilości, być
może, iż zatory, które się potworzyły, zostały rozbite, lub same pod
naciskiem wody spłynęły. Kiedy u nas wszystko powróciło do normalnego stanu,
w dół i w górę rzeki, jak donoszą telegramy, klęska spada za klęską. Wielki
rozlew i przecięta komunikacja, nie pozwalają na zebranie dokładnych
wiadomości, faktem jednak, iż obecną powódź zaliczyć należy do
najgroźniejszych w ostatnich czasach.
*
Z Nowego Dworu otrzymujemy co następuje: „W nocy z 14-go na 15-ty b. m.
mieliśmy mróz, dochodzący do 20 st. R., a trwający do rana. O g. 3-ej w
nocy, dał się słyszeć głośny huk, podobny do strzału armatniego, który przez
pewiem przeciąg czasu powtarzał się co chwila. Zaalarmowany tem, wyszedłem
na brzeg Narwi i tu spostrzegłem, iż huk, pochodził z pękania lodu. Około g.
6-tej woda wystąpiła na brzeg, zalewając okoliczne łąki, oraz niżej położone
budynki mieszkalne. O g. 7-ej rano rozpoczęła się groźna katastrofa, lód
bowiem już zaczął ruszać. Zapanował popłoch nie do uwierzenia. Znajdujące
się przy brzegach Narwi berlinki, szarpane były silnym naporem lodu. Na
razie, wszelki ratunek okazał się niemożebny, lód bowiem oniemal w oka
mgnieniu formował całe piętra. Okoliczni mieszkańcy przerażeni grozą
katastrofy, pouciekali z mieszkań, zabierając z sobą cały dobytek. Dla
uratowania berlinek, znajdujących się na Narwi, pozaprzęgano konie, ażeby je
w ten sposób módz utrzymać o ile możności, przy brzegu. Ratunek ten jednak,
okazał się bezskuteczny, gdyż lód, porywany prądem wody, okazał się
silniejszym. Zaprzestano więc myśleć o berlinkach a ocalano tylko konie.
Wiele berlinek jest mniej lub więcej uszkodzonych. Znajdujący się nieopodal
rzeki tartak p. Broswitza, poniósł znaczne straty, lód bowiem, wdarłszy się
na podwórze, pozabierał całe zapasy desek i drzewa. W fabryce krochmalu p.
W. A. Scholtena, panował również nie mały popłoch. Z budynków znajdujących
się na terytorjum fabryki, zamieszkałych przez oficjalistów i robotników,
wszyscy pouciekali, wynosząc rzeczy na piętra. Terytorjum pomienione znaleść
się może w prawdziwem niebezpieczeństwie, w razie jeżeli woda jeszcze więcej
przybierze. Budynki tejże fabryki położone są nizko, tuż prawie przy samym
brzegu rzeki Narwi. Z okolicznych wsi Nowego Dworu, zalane są Pomiechówki,
Okónin. Zaniepokojony widokiem Narwi, podążyłem obejrzeć jeszcze sytuację
Wisły. Dojeżdżając (g. 8-ma rano) do mostu położonego na Wiśle przy fortecy
now.-georgiewskiej, nie zauważyłem jeszcze żadnych śladów katastrofy - lód
pozostawał nie naruszony. Spostrzegłem nawet przechodzących przez Wisłę.
Nagle w oka mgnieniu rozlega się huk i lód począł pękać. W jednej chwili
uformowały się piętrowe zatory. Kobieta przechodząca podówczas przez Wisłę,
w chwili kiedy lód pękać zaczął, zaatakowaną została ze wszystkich stron
piętrzącemi się jego stosami, pośród których, tocząc zawziętą walkę,
zginęła. Fakt ten stał się w moich oczach. Dalej, most szturmowany przez
lód, zupełnie zniesiony został. Z przyczółków również niepozostało śladu.
Lód przy ujściu Narwi do Wisły, do tego stopnia się srożył, napierany silnym
prądem wód, iż tworzył w oka mgnieniu stosy dochodzące do dwóch piętr
wysokości. Kra parta siłą wody, łamała się zmieniając często bieg rzeki w
przeciwną stronę. Magazyny ucierpiały też fatalnie, piętrzące się bowiem
lody, wielką siłą uderzały na budynek niszcząc i łamiąc mury. Cały oniemal
róg pomienionego magazynu, oberwany został, aż do wysokości drugiego piętra.
O g. 10-ej woda opadła na 1 i pół stopy i lody stanęły. Mróz trwa i obecnie,
dochodzi (g. 2-ga po południu) do 12-tu stopni R. Przerażenie w całym Nowym
Dworze bez granic, przewidzianem jest bowiem całkowite ruszenie lodów, co
niewątpliwie spowodować musi jeszcze większą katastrofę“.
- St. R. – stopnie w skali Rømera (20°R to ok. 23,8°C).
- Stopy i cale: Dawne jednostki długości. Stopa warszawska miała ok. 29,8
cm, a cal ok. 2,48 cm. Woda o wysokości „stóp 14 cali 8” to ponad 4,3 metra.
- Woda stawała w mierze: Wyrażenie oznaczające, że poziom wody przestał się
podnosić, ustabilizował się (dzisiejszy termin hydrologiczny: „stan wody bez
zmian”).
- Berlinki: Duże, drewniane, płaskodenne statki rzeczne o długości nawet do
50 metrów. Były podstawowym środkiem transportu towarów (np. zboża) na Wiśle
i Narwi.
- Oficjaliści: Wyżsi pracownicy (urzędnicy) zatrudnieni w majątkach
ziemskich lub fabrykach. Pełnili funkcje nadzorcze i administracyjne.
- Oniemal: Dzisiejsze „omal” lub „niemal”.
- Pomieniony / Pomienionego: Wspomniany wyżej, wyżej wymieniony (często
stosowane w dawnej publicystyce i dokumentach).
- Podówczas: Wtedy, w tamtym czasie.
- B. m.: Skrót od „bieżącego miesiąca”.
- Przecięta komunikacja: Przerwane szlaki transportowe, brak możliwości
przejazdu.
- Zatory piętrowe: Spiętrzone masy lodu, które nakładają się na siebie,
tworząc zatory blokujące nurt rzeki.
- Kra parta siłą wody: Kra pchana, napierana przez nurt.
- W oka mgnieniu: Bardzo szybko, natychmiastowo.
- Srożyć się: Tutaj w znaczeniu: przybierać na sile, stawać się gwałtownym
(o żywiole).

4 kwietnia 1888. Kurjer Codzienny nr 93.
KURJER CODZIENNY. - Dnia 4 kwietnia 1888 r.
ZALANIE NOWEGO DWORU.
W sobotnim i wczorajszym numerze donosiliśmy już o klęsce jaka nawiedziła
Nowy Dwór.
Wysłany na miejsce nasz współpracownik, składa relację potwierdzającą fakta,
zaznacza przytem z góry, iż według zapewnienia ludzi najstarszych wiekiem i
inżynierów komunikacji wodnej, rzeka Narew, o ile pamięcią sięgnąć można,
nigdy w tem miejscu tak nie rozlała.
Już w piątek d. 30-go marca, - słowa naszego sprawozdawcy - zauważono na
Narwi przybór, nie zwracano nań jednak szczególnej uwagi.
Po wylewie Wisły, sądzono powszechnie, iż niebezpieczeństwa być nie może, do
zwykłych zaś rozlewów Narwi wiosną, już się przyzwyczajono.
Przybór wszakże nie ustawał ani na chwilę, aż do soboty, w którym to dniu
około g. 3-ej po południu spostrzeżono, iż woda stanęła w mierze.
Okoliczność ta uspokoiła wszystkich. Izraelici, jako w dniu świątecznym, a
chrześcjanie w obec zbliżających się świąt, po całodziennym niepokoju
zaczęli układać się do snu... Inaczej jednak biednej mieścinie sądzono.
O g. 8-ej wieczorem, nastąpił nowy przybór a wielce gwałtowny i zanim do
miasta wieść o tem doszła, woda wystąpiwszy z brzegów, zalała szosę
prowadzącą z Nowego Dworu do Nowo-Georgiewska i z piekielnym łoskotem wdarła
się na polankę dotykającą z drugiej strony nasypu kolei nadwiślańskiej.
Właśnie ów nasyp, który w pierwszych chwilach stawił opór falom, przyczynił
się do tak szybkiego wtargnięcia wody w mury spoczywającego prawie we śnie
miasteczka...
Można sobie wyobrazić przestrach i rozpacz mieszkańców czujących, iż tracą
grunt pod nogami!
Naoczni świadkowie tej chwili opowiadają iście przerażające sceny.
Jakby na komendę o g. 9-ej wieczorem, powstał ogólny krzyk... „ratunku...”
„pomocy!..” Ciemna noc powiększała grozę położenia. Przez okna któremi
wlewała się woda, o ratunku myśleć było niepodobna, instynktownie więc
zaczęto uciekać na górne piętra i strychy. Jedni ubrani, drudzy w negliżu,
kobiety i dzieci płacząc wzywały miłosierdzia, którego jednak rozhukany
żywioł okazać im nie chciał...
Po kilkunastu minutach wszystkie parterowe domy zakryte zostały do wysokości
strzech wodą, w wyższych doszła ona do okien pierwszego piętra.
O g. 10-ej m. 25 doleciał do miasteczka szum gwałtowniejszy... Nikt jednak
nie umiał sobie zdać z tego sprawy, stwierdzono tylko, iż woda po chwili
opadła. O wydobyciu się z uwięzi nie podobna wszakże było pomyśleć.
Niepewni jutra wszyscy bez wyjątku mieszkańcy Nowego Dworu, spędzili noc tę
bezsennie, nie mając prawie nadziei, czy ujrzą wschód słońca...
A z niecierpliwością go też oczekiwano!
Kiedy z pierwszym brzaskiem na mieście ukazały się łodzie, wszyscy
jednocześnie zaczęli wzywać ratunku; kilka łódek rybackich nie mogło
wystarczyć, pod kierunkiem więc miejscowej władzy ratowano przede wszystkiem
mieszkańców domów starych, grożących zawaleniem.
Wydobywanie uwięzionych i przewożenie ich w bezpieczniejsze miejsca, zajęło
cały dzień; powodzianom jednak zagroziła druga klęska... głód!
Zapasy chleba, produktu spożywczego w piwnicach i t. p. znajdowały się pod
wodą, potrzeba więc było świeżych transportów, a w obec zalania okolicy,
pomocy się nie spodziewano. Nadeszła ona jednak z Warszawy, o czem wczoraj
już w Kurjerze wspominaliśmy. Dłoń ratunku podali okoliczni obywatele.
Ogółem rozdano kilka tysięcy bochenków chleba, słoniny i t. p.
Dopiero rano dowiedziano się, co znaczył gwałtowny szum w nocy, towarzyszący
opadaniu wody. To nasyp kolejowy przerwany został na przestrzeni 200 sążni,
a woda znalazłszy ujście zaczęła opadać. Z nasypem zabrały fale kilka słupów
telegraficznych, przerywając tym sposobem, nadomiar zła, komunikację.
Cała okolica Nowego Dworu przedstawiła się oczom wszystkich jak wielkie
morze...
Stojące u wybrzeży berlinki zostały porwane prądem, a był on tak silny, iż
nie pozwolił statkowi parowemu przedostać się z Wisły do Narwi.
Wszystko, co tylko stało na brzegach, woda unosiła jak swoje. Most
pontonowy, złożony na składzie, fale uniosły całkowicie. Obecnie gdzie
niegdzie wyglądają z wody jego pojedyncze części. Z kilkuset sążni drzewa,
należących do różnych kupców, nie pozostało śladu.
Dojeżdżając koleją do Nowego Dworu, już na trzy wiorsty przed stacją, nasyp
przedstawia się jak wielka grobla, przeprowadzona przez jezioro, z obu stron
bowiem plantu łąki są zalane przeszło na trzy stopy.
Stacja Nowy Dwór została odciętą zupełnie, woda doszła aż na kilkanaście
kroków od budynku, który dla tego tylko ocalał, iż stoi na górce.
Pobliska fabryka krochmalu p. Scholtena, cała pod wodą; wszyscy robotnicy,
urzędnicy i właściciele schronili się na stację, która im udzieliła
gościnności, oddając na pomieszkanie remizę.
W Nowym Dworze, na 550 domów, tylko 8, wyraźnie osiem, stojących na
wzgórzach, ocalało!
W kościele rzymsko-katolickim woda sięgała dwóch stóp, skutkiem czego
świątynię zamknięto i w czasie świąt nabożeństwo odprawiano w kaplicy na
cmentarzu.
Kościół ewangelicki również zalany.
Zupełnemu zawaleniu uległy: kuźnia Litwinowicza, dom murowany przy ulicy
Warszawskiej Andrzeja Brejtry i dom Sawieluka; dom drewniany Milkensztejna
znikł bez śladu.
Mniej lub więcej uszkodzonych jest bardzo wiele posesji; np. w domu
murowanym sukcesorów Traczyka, runęła ściana szczytowa; ściana i kominy w
domu Romana Kaczyńskiego i pastora Berenta; w domu Segowa pozapadały się
sufity i t. d.
Ogółem około 100 posesji uszkodzonych.
Z ludzi na szczęście nikt nie zginął; bydła, trzody chlewnej i ptactwa
domowego utonęła pokaźna ilość.
W ciągu niedzieli woda opadła na stopę, przez poniedziałek zaś na dwie
stopy.
Najwyższy poziom wody wynosił stóp 21 cali 5.
Podczas popłochu ogólnego dopuszczano się licznych kradzieży. Ofiarą ich
padła między innemi gospoda chrześcjańska przy ulicy Kościelnej. Złodzieje
zabrali tam wszystko, co znaleźli pod ręką.
W dniu wczorajszym spadek wody był bardzo mały, a komunikacja na wszystkich
prawie ulicach odbywała się na łodziach, lub zbitych na prędce kłodach
drzewa; we wszystkich oknach, na dachach i przeprowadzonych specjalnie
sznurach, korzystając ze słońca, suszono wczoraj przemokłą bieliznę i
garderobę...
Wczoraj jeszcze na dobitek w sklepie z naftą i mydłem Munklaka, wybuchł
ogień, z powodu jednak obfitości wody, bezzwłocznie ugaszony został.
Dodajemy, iż zabudowanie straży ogniowej ochotniczej, jest zalane i
wyprowadzenie sikawek i beczek, okazało się niemożliwem.
Nietylko miasto tak srodze ucierpiało, ofiarą wylewu padły i okoliczne
posesje kolonistów i domki dróżników kolejowych. Całkowitemu zalaniu uległ
również dom dozorcy drogowego, p. Michała Grigo, który z rodziną zaledwie z
życiem uciekł na stację. Pan G. miał przytem przykry wypadek... Chcąc
przedostać się na drugą stronę na łódce pontonowej, wpadł w wodę i byłby
niechybnie utonął, gdyby nie wielka umiejętność pływania i pomoc kilku
ludzi. Temu samemu wypadkowi uległ inżynier kolejowy, p. Roguski. Na
szczęście obaj nie ponieśli większego szwanku.
Zanim wszystko w Nowym Dworze przyprowadzonem będzie do porządku, upłynie
sporo czasu woda bowiem jeszcze z wielką siłą przelewa się przez wyżej
wspomnianą szosę, tworząc formalny wodospad.
Łoskot spadającej wody roznosi się daleko w okolice...
Przerwa na kolei nadwiślańskiej usuniętą będzie nie prędzej, jak za trzy
tygodnie.
- Zestawienie strat i szkód w Nowym Dworze (1888 r.)
Budynki mieszkalne: Z 550 domów w mieście ocalało zaledwie 8 (te położone na
wzgórzach). Około 100 posesji zostało poważnie uszkodzonych.
Całkowite zniszczenia:
Kuźnia Litwinowicza.
Dom murowany przy ul. Warszawskiej (wł. Andrzej Brejtra).
Dom Sawieluka.
Drewniany dom Milkensztejna (zmyty bez śladu).
Most pontonowy (całkowicie porwany przez nurt).
Obiekty sakralne i publiczne:
Kościół katolicki: zalany do wysokości ok. 60 cm (2 stopy), zamknięty na
święta.
Kościół ewangelicki: zalany.
Remiza straży ogniowej: zalana, co uniemożliwiło użycie sikawek podczas
pożaru u Munklaka.
Gospodarka i rolnictwo:
Zniszczone zapasy żywności w piwnicach (chleb, słonina).
Utonęła „pokaźna ilość” bydła, trzody i ptactwa.
Zalana fabryka krochmalu p. Scholtena.
Porwane przez wodę setki sążni drewna należącego do kupców.
Infrastruktura:
Przerwany nasyp kolejowy na długości ok. 420 metrów, zerwane linie
telegraficzne (miasto zostało odcięte od świata na 3 tygodnie).
Słowniczek dawnych miar (system rosyjski):
Stopa ok. 30,5 cm - Woda w kościele miała 61 cm (2 stopy).
Cal ok. 2,54 cm - Rekordowy poziom wody: 21 stóp i 5 cali (ok. 6,5 metra).
Sążeń ok. 2,13 metra - Przerwany nasyp miał 200 sążni (426 metrów).
Wiorsta ok. 1,06 km - Tory zalane 3 wiorsty przed stacją (3,2 km).
W artykule wspomniano o pożarze w sklepie Munklaka. Jest to tragikomiczny
detal – miasto było niemal całkowicie pod wodą, a mimo to wybuchł ogień
(prawdopodobnie przez kontakt wody z naftą lub chemikaliami). Paradoksalnie,
to właśnie powódź pomogła go natychmiast ugasić.

4 kwietnia 1888. Kurjer Warszawski, nr 93.
ZARZĄD
Drogi Żelaznej Nadwiślańskiej
podaje do wiadomości, że wskutek wylewu wód i uszkodzenia plantu, do czasu
urządzenia komunikacji między stacjami Nowy-Dwór i Nowo Gieorgiewsk, z
przesiadaniem się pasażerów, od dnia 23 Marca (4 Kwietnia), kursować będą
pociągi osobowe od Warszawy do Nowego-Dworu i od Mławy do Nowo-Gieorgiewska
według następującego rozkładu jazdy:
Z Warszawy wychodzić będzie o godzinie 9-ej rano, przybywać do Nowego Dworu
o godzinie 10-ej minut 5 rano; - w odwrotnym kierunku wychodzić będzie z
Nowego-Dworu o godzinie 12-ej minut 30 po południu, przybywać do Warszawy o
godzinie 1-ej minut 37 po południu.
Z Mławy wychodzić będzie o godzinie 7-ej minut 10 rano, przybywać do
Nowo-Gieorgiewska o godzinie 9-ej minut 49 rano; - z powrotem z
Nowo-Gieorgiewska o godzinie 12-ej minut 30 po południu, przybycie do Mławy
o godzinie 4-ej minut 34 po południu.
Nadmienia się przytem, że ruch towarowy między Warszawą i Mławą do dalszego
zawiadomienia zupełnie wstrzymanym został.
Tekst wspomina o „przesiadaniu się pasażerów” między stacjami. Oznacza to,
że z powodu powodzi zerwana była ciągłość torów (prawdopodobnie na moście na
Narwi lub Wiśle), a pasażerowie musieli pokonywać ten odcinek pieszo lub
wozami, by wsiąść do drugiego pociągu czekającego po drugiej stronie
rozlewiska.
- Droga Żelazna Nadwiślańska: To historyczna linia łącząca m.in. Warszawę,
Mławę i Kowel, otwarta w 1877 roku.
- Plant: W tym kontekście oznacza podtorze lub nasyp kolejowy. Jeśli „plant”
uległ uszkodzeniu, oznacza to, że woda podmyła tory lub fundamenty drogi
żelaznej.
- Droga Żelazna: Dawne, dosłowne określenie linii kolejowej.
- Pociągi osobowe: Określenie pociągów przeznaczonych do przewozu ludzi
(używane do dziś, choć dziś częściej mówimy o pociągach
pasażerskich/regionalnych).
- Ruch towarowy: Transport dóbr i towarów.
- Wychodzić (o pociągu): Dziś pociąg „odjeżdża”. W XIX wieku powszechnie
pisano, że pociąg „wychodzi” ze stacji.
- Przytem: Dawna forma zapisu słowa „przy tym” (pisane łącznie).
- Zupełnie wstrzymanym został: Klasyczna dla tamtego okresu konstrukcja
bierna z orzeczeniem na końcu zdania (szyk pod wpływem języka niemieckiego
lub rosyjskiego, typowy dla ówczesnej administracji).
- Podaje do wiadomości: Standardowa formuła ogłoszeniowa, która przetrwała
do dziś, choć obecnie brzmi bardzo oficjalnie.
- 23 Marca (4 Kwietnia): Podwójne datowanie. Pierwsza data to kalendarz
juliański (obowiązujący w Imperium Rosyjskim), a druga w nawiasie to
kalendarz gregoriański (używany w Europie Zachodniej i obecnie u nas).
Różnica wynosiła wtedy 12 dni.

6 kwietnia 1888. Słowo nr 78.
Z Mławy do Warszawy.
Przez kilka ostatnich dni wielkiego postu cieszyłem się widokami wycieczki
na wieś, gdzie chciałem spędzić święta. Jak dojechałem do miejsca
przeznaczenia przez wody, formalne rzeki szumiące na szosie, przez rowy,
góry śnieżne itd., jakich pełno pod Mławą, opisywać tu nie będę, coś
podobnego zdarza się bowiem u nas co roku. Gorszym jednak był powrót „ze
świąt,” które to wyrazy mogłem na równi z uczniami do szkół powracającymi
śpiewać tonem molowym.
Przybyłem na stacyę Mława i od zawiadowcy stacyi dowiedziałem się, że
komunikacya pomiędzy Nowogeorgiewskiem a Nowym-Dworem przerwana, że wody
zrujnowały tor kolejowy, że przy zaciąganiu drutów telegraficznych utonął
jeden człowiek, a trzech ledwo uratowano, lecz, że jest podobno „coś,” za
pomocą czego można owe przeszkody elementarne pokonać.
Co robić? jechać, czy wracać na wieś? narażać się na możliwą stratę życia w
rozhukanych falach, czy też wybrać raczej bezpieczniejszy a przedłużony
niespodzianie pobyt na wsi? Co robić, iść za popędem uczynienia zadość
obowiązkom, które powołują do Warszawy, czy też obowiązki te mimowolnie
zaniedbać? I tak źle i tak niedobrze; wybór zatem trudny - ale jechać
trzeba, choćby dla zasiągnięcia języka.
Siadłem więc do wagonu, kupiwszy poprzednio bilet tylko do Nowogeorgiewska,
gdyż kolej nie chciała przyjmować odpowiedzialności za dowiezienie nas do
Warszawy. Takich jak ja było około stu, mężczyzn i kobiet, starców i dzieci.
Dojechaliśmy szczęśliwie do Nowogeorgiewska. - Czy można przedostać się do
Nowego-Dworu? - pytam zawiadowcy stacyi.
Odpowiedź była niezrozumiała, udałem się zatem do osób innych i od nich
dopiero dowiedziałem się, że przez rozhukany żywioł przeprawiają żołnierze
na pontonach. Udałem się zatem z towarzyszami podróży na miejsce wskazane.
Oto i most kolejowy na Narwi. Stoi niewzruszony. Towarzysz mój, nawiasowo
mówiąc, człowiek jak lew, zadrżał. Pociągnąłem go jednak za sobą. Widok
istotnie był przerażający. Huk i szum był straszny, woda łamała się o filary
z łoskotem. Mimo to około stu osób dążyło za nami i przed nami.
Nareszcie po szynach, kamieniach i progach ułożonych w pomoc na przerwanej
szosie, dostajemy się na przylądek, ubrany namiotami, z którego jednej
strony ujrzeliśmy sześć żelaznych podwójnych pontonów, z drugiej przerwany
na przestrzeni jednego kilometra plant kolejowy, wiszące nad wodą szyny i
takąż sieć drutów telegraficznych.
Strach pomyśleć o tem, że plant ten mógł runąć w chwili przejazdu pociągu
osobowego.
Wszędzie, gdzie tylko okiem rzucić było można, widzieliśmy nie rzekę, lecz
morze bez końca, morze płynące wartko i z hałasem. Widok to był okropny i
grozą przejmujący. Kilka mil kwadratowych przestrzeni, kilkaset chat, całe
miasteczko Nowy-Dwór pod wodą!
Kiedy zapanowawszy nad wrażeniem, odniesionem na widok strasznego
spustoszenia, zbliżyłem się do pontonów, jeden z nich był już przepełniony
dążącymi do Warszawy podróżnymi.
W tejże chwili rozległ się krzyk rozpaczy: „Mój syn! mój jedynak! moje
dziecko!” itd. Biedak opłakiwał stratę syna, który utopił się przy
zakładaniu drutów telegraficznych.
Mając wątpliwość czy tego samego dnia (było to we wtorek nad wieczorem)
zastaniemy okazję do Warszawy, wolałem wrócić na stacyę. Kilkadziesiąt osób
odpłynęło jednak do Nowego-Dworu w nadziei, iż zastaną tam pociąg, który
przewiezie ich do Warszawy. Jakżeż srodze się zawiedli! Nazajutrz
dowiedziałem się, że był wprawdzie na stacyi owej pociąg, którym przyjechało
kilku członków dyrekcyi kolei nadwiślańskiej celem zbadania stanu rzeczy.
Mogli oni wiedzieć, iż w tej chwili przybył do Nowogeorgiewska pociąg z
Mławy, wiozący setki podróżnych, którzy mogą przeprawić się przez wodę na
pontonach, a przecież tak byli dbali o ich dobro i wygodę, że nie uznali za
stosowne zapytać telegraficznie naczelnika stacyi w Nowogeorgiewsku, czyby
nie wypadało im zaczekać na podróżnych, lecz odjechali na kilka minut przed
ich przybyciem do Nowego-Dworu.
Podróżni tedy musieli płacić słone ceny za podwody, albo nie mogąc ich
dostać, spać na krzesłach na stacyi lub gdzie się komu udało.
Uczyniłem tedy lepiej, pozostawszy w Nowo-Georgiewsku, zkąd dopiero rano o
godz. 5 1/2 wraz z wiernym mi towarzyszem z Mławy przeprawiłem się na
pontonie, aż do szosy za Nowym Dworem. Nie mogę nie wyrazić uznania dla
usłużności i poczucia obowiązku żołnierzy, którzy nie szczędzili trudu, by
przewozić nas prędko i wygodnie na miejsce zupełnie suche, podczas gdy inni
towarzysze podróży, przeprawiając się we wtorek, musieli uciekać się w Nowym
Dworze do pomocy tamtejszych gondolierów, aby ich przewieźli przez ulice
tego miasteczka. Gondolierzy ci dobrze kazali sobie płacić za usługi.
Odjazd pociągu do Warszawy zapowiadano nam dopiero na godz. 12 i pół, miałem
zatem dość czasu do oglądnięcia nieszczęśliwej miejscowości. Na wierny opis
silić się tu trudno. Dość powiedzieć, że w tej chwili, kiedy woda spadła o
trzy łokcie - (piszę to na stacyi w Nowym Dworze, w środę o godz. 10 rano)
cały prawie Nowy Dwór jest pod wodą. Niektóre domy pogrążone są w niej do
połowy okien, inne aż po dach. Dwa domy runęły zupełnie, inne już się chylą
do upadku. Woda zalała nawet obie świątynie, mimo to, że jedną z nich
usiłowano ratować usypaniem grobli przed drzwiami. Grobla sięgała do
wysokości pół wzrostu człowieka, tymczasem głębokość wody w tem miejscu
wynosiła sążeń. Wszystko zatem pod wodą i mieszkania prywatne i urzędy i
sklepy. Ile nieszczęśliwi mieszkańcy strat ponieśli, ocenić na razie trudno.
Muszą być bardzo znaczne. W samej tylko fabryce krochmalu woda zamoczyła
około 100 beczek słodu i cały zapas fabrykatu.
Wszystkie domy pogrążone były w grobowej ciszy. W jednym tylko na pierwszem
piętrze widziałem twarz żyda - z pośród nielicznych domów ocalał szynk,
który też bywa przepełniony dzień i noc gośćmi spragnionymi nektaru
alkoholowego. Na ulicach Nowego Dworu a nawet na rynku, przez który
przepływaliśmy, znalazły schronienie liczne berlinki, którym tu było
bezpieczniej, niż w któremkolwiek innem miejscu.
Mieszkańcy miasteczka pomieszczali się w nielicznych domach ocalałych i we
wsiach okolicznych. Wszędzie przyjęto ich gościnnie.
W tej chwili kilkudziesięciu robotników i żołnierzy pracuje od strony Nowego
Dworu około usypania nowego plantu kolejowego. Sypią worki napełnione
piaskiem i kamieniami, lecz zadanie to niełatwe, gdyż woda przerwała tor
wysoki na kilka metrów a przytem prawie na kilometr długi. Temu samemu
losowi uległ plant linii kolejowej fortecznej, położony za pierwszym. Zdaje
się, że przerwanie to wpłynęło pomyślnie na spadek wody, która ma obecnie
dość miejsca do odpływania. Aby nieszczęściu powtórnemu zapobiedz,
należałoby w tem miejscu wybudować kilka mostków, któremi by woda w danym
razie odpłynąć mogła. W przeciwnym razie tor kolejowy, powstrzymując wodę
naraża całą okolicę na powódź.
W tej chwili (godz. 10 1/2) powróciłem na stacyę z powtórnej wycieczki w
okolice przerwanego plantu kolejowego. Około godz. 10-ej woda podmyła znów
kawał nasypu tuż obok mostu na Narwi. Kiedy się to skończy i czy coś
podobnego nie powtórzy się dziś jeszcze kilka razy? Wszystko to być może,
gdyż woda podmyła wszystkie nasypy kolejowe na przestrzeni jednej mili;
telegrafowano podobno z Łomży, iż tamże woda przybiera.
Droga z Nowo-Georgiewska do Nowego Dworu została zrujnowana całkowicie, woda
wyrywa ją coraz bardziej.
Straszne nieszczęście.
- Łokieć: Jednostka długości. 1 łokieć nowopolski to ok. 57,6 cm. Autor
pisze, że woda opadła o "trzy łokcie", czyli o ponad 1,7 metra.
- Sążeń: Rosyjska miara długości. 1 sążeń to ok. 2,13 metra. Jeśli woda
miała głębokość sążnia, oznaczało to, że całkowicie zakrywała dorosłego
człowieka.
- Mila: W tekście mowa prawdopodobnie o mili polskiej, która wynosiła ok.
7,15 km (lub mili rosyjskiej – ok. 7,4 km).
- Stacya / Zawiadowca stacyi: Dzisiejsza stacja i naczelnik stacji.
- Linia kolejowa forteczna: Linia pomocnicza służąca wojsku, łącząca
twierdzę (Modlin) z główną siecią kolejową.
- Druty telegraficzne: Jedyny wówczas sposób szybkiego przesyłania
informacji; ich zerwanie oznaczało odcięcie miasta od świata.
- Ponton: W tym kontekście nie jest to dmuchana łódź, lecz ciężka, metalowa
lub drewniana konstrukcja pływająca, z której żołnierze budowali mosty
tymczasowe lub używali ich jako promów.
- Podwody: Wynajęcie wozu konnego wraz z woźnicą do przewozu osób lub
towarów.
- Gondolierzy: Autor używa tego określenia ironicznie lub poetycko wobec
miejscowych przewoźników, którzy w czasie powodzi zarabiali na przewożeniu
ludzi łodziami po zalanych ulicach miasta.
- Wielki post: Okres przed Wielkanocą. Tekst opisuje tzw. „powódź wiosenną”
(roztopową), która często nawiedzała te rejony.
- Zasięgnąć języka: Dowiedzieć się czegoś, zebrać informacje (ten zwrot
przetrwał do dziś, ale jest rzadziej używany).
- Ton molowy: Przenośnia oznaczająca smutny, melancholijny nastrój (w muzyce
skala molowa brzmi smutniej niż durowa).

5 kwietnia 1888. Kurjer Poranny, nr 94.
POWÓDŹ.- Z Wisły.
Wskutek zniżenia się poziomu Wisły, ruch handlowy w ostatnich dniach
rozpoczął się w całej pełni. Do brzegów warszawskich przybyło kilka galar i
berlinek z dołu i góry rzeki, łodzie snują się po Wiśle we wszystkich
kierunkach. Parowce odbijają od brzegów przeładowane. Wisła przyczyniła się
ku temu przerwanie komunikacji na kolei nadwiślańskiej. Pasażerowie jeżdżący
koleją do Nowego Dworu, Modlina i Zakroczymia, obecnie zmuszeni są jeździć
statkami. Parostatek „Warszawa”, który wczoraj rano wyruszył, miał na
pokładzie swoim 125 pasażerów tylko do Nowego Dworu. Jak na parowiec, jest
to bardzo znaczna liczba do stacji pośredniej, jaką jest Nowy Dwór.
Z dniem dzisiejszym rozpoczynamy zamieszczenie w piśmie naszem rubryki
„Handel na Wiśle”, którą ze zeszłego roku pierwsi wprowadziliśmy. Daje ona
możność orjentowania się kupcom, mającym ładunki do spławu Wisłą. Ponieważ
pomieszczamy i prócz przybyłe berlinki, zatem chcący ładować, potrzebuje
tylko przejrzeć parę ostatnich numerów „Kurjera”, z którego dowie się, gdzie
przystanęła próżna lub też ładowna barka lub berlinka, zamiast robienia
wycieczki po całym powiślu, lub jak go częściej się praktykuje, używania
pośrednictwa specjalnych szyprowskich faktorów.
- O wylewie Narwi komunikuje nam p. gubernator warszawski gen.-lejtnant
Medem: Ostatni wylew Narwi zalał m. Nowy-Dwór i miejscowości leżące w górę
rzeki, daleko silniej, aniżeli to miało miejsce przy wylewie w roku 1844. W
Nowym Dworze woda dochodziła do dachów budynków, a w miejscowościach
położonych nisko, zalewała nawet dachy, przyczem woda zniosła kilka domów
zupełnie, w innych zaś rozbiła kominy i ogniska. Dzięki pomocy, okazanej
przez władze wojskowe Nowogieorgiewskiej twierdzy, które wysłały przy
pierwszej potrzebie park pontonowy i pontonów, pracujących bez wytchnienia i
z zaparciem samych siebie przez noc całą z soboty na niedzielę, udało się
dość wcześnie wyprowadzić mieszkańców w bezpieczne od zalewu miejsca, z
mieszkań zalanych zupełnie wodą lub zagrożonych rozwaleniem. Dzięki temu,
wypadków nieszczęśliwych z ludźmi nie było.
Pierwsze wsparcia, biednej a pozbawionej całego swego mienia ludności,
kryjącej się w górnych piętrach ocalałych budynków, lub na wzgórzach pod
gołem niebem, nadesłano z Warszawy i Nowogieorgiewska w postaci transportów
chleba. W Nowym Dworze ustanowiony został komitet miejscowy dla zbierania
składek i niesienia pomocy powodzianom. Prezesem komitetu jest naczelnik
powiatu, członkami zaś: burmistrz, proboszcz parafji, pastor gminy
ewangelickiej, członek nadzoru bóżniczego Barman, ławnik magistratu
Morgentaler i obywatel miasta N. Dwór, Mutz.
- Z Narwi. Woda powoli ustępuje z zalanych miejscowości, położonych nad
Narwią. W Ostrołęce onegdaj woda dosięgała 20 stóp. W Wierzbicy most został
doszczętnie zniesiony. Brak tego mostu bardzo utrudnia komunikację z
Pułtuskiem i innemi nadbrzeżnemi miejscowościami. Zimą jeszcze wyrażaliśmy
obawę o zniszczenie go, co się na nieszczęście sprawdziło. W Nowym Dworze
także Wisła odsłania zalane domy. Znaczna część budynków grozi zawaleniem z
powodu podmycia fundamentów. Kilka mniejszych domków zupełnie uległo, na
szczęście bez żadnego wypadku z ludźmi. Ponieważ piekarnie są pozalewane
ciągle w mieście, czuć się daje brak chleba, pomimo ciągle dowożonego w
znacznej ilości z Warszawy parostatkami. Po mieście krążą łodzie z
pontonami, które utrzymują komunikację pomiędzy zalanyemi domami.
Nabożeństwa w kościele w Nowym Dworze, jeszcze się nie odbywają z powodu, że
wody w niem jest jeszcze do dwóch stóp. Nabożeństwa odprawiają się natomiast
w kaplicy cmentarza, która położona jest na wzgórku. Dziś rano wysłane znowu
będą z Warszawy parostatkami różne produkta, oraz chleb i ziemniaki.
Skala katastrofy: Porównanie do powodzi z 1844 roku świadczy o tym, że
opisywane wydarzenie było jedną z największych powodzi XIX wieku w Polsce.
Wielokulturowość: Skład komitetu pomocy (proboszcz, pastor, członek dozoru
bóżniczego) pokazuje strukturę społeczną ówczesnego Nowego Dworu
Mazowieckiego.
Transport rzeczny i typy łodzi
W XIX wieku Wisła i Narew były kluczowymi autostradami transportowymi.
- Galar – prosta, płaskodenna jednostka transportowa bez napędu (spływała z
prądem), często rozbierana na drewno po dopłynięciu do celu.
- Parostatek (Parowiec) – nowoczesny jak na tamte czasy statek napędzany
maszyną parową, często pełniący rolę dzisiejszych autobusów (rejsy
pasażerskie Warszawa – Nowy Dwór).
- Szyproscy faktorzy – pośrednicy handlowi zajmujący się wynajmowaniem
statków i organizacją spławu towarów.
Administracja i wojskowość
- Gen.-lejtnant (Generał-lejtnant) – wysoki stopień wojskowy w armii
Imperium Rosyjskiego (odpowiednik dzisiejszego generała dywizji).
- Twierdza Nowogieorgiewsk – nazwa Twierdzy Modlin w okresie zaborów (na
cześć cara Mikołaja I).
- Park pontonowy – jednostka inżynieryjna dysponująca sprzętem do budowy
mostów pływających (pontonów), tu wykorzystana do ewakuacji ludzi.
- Nadzór bóżniczy – organ administracyjny zarządzający sprawami gminy
żydowskiej (synagogi, cmentarza, szkolnictwa).
- Ławnik magistratu – członek zarządu miasta, urzędnik pomagający
burmistrzowi w zarządzaniu gminą.
Jednostki miar i określenia czasu
- Stopa – jednostka miary długości. W zaborze rosyjskim 1 stopa wynosiła ok.
30,48 cm. Skoro woda w Ostrołęce miała 20 stóp, oznacza to poziom ponad 6
metrów.
- Onegdaj – przedwczoraj.
- Z zaparciem samych siebie – archaiczne określenie oznaczające wielkie
poświęcenie, ofiarność, działanie bez zważania na własne wygody czy
bezpieczeństwo.
Inne ciekawe zwroty
- „Handel na Wiśle” – nazwa rubryki gospodarczej, odpowiednik dzisiejszych
„wiadomości rynkowych” lub „notowań giełdowych”.
- Kolej Nadwiślańska – linia kolejowa łącząca Mławę z Warszawą i dalej z
Lublinem oraz Kowlem. W tekście mowa o tym, że powódź przerwała tory, więc
ludzie musieli przesiąść się na statki.
- Ognisko – w tym kontekście nie chodzi o ogień pod gołym niebem, lecz o
domowe paleniska/piece, które woda dosłownie „rozbiła” (zniszczyła
konstrukcję).

11 kwietnia 1888. Kurjer Warszawski, nr 100.
ECHA Z WYLEWÓW.
Przybył z Petersburga inż. Morduchoj Bołtowski inspektor rządowy kolei
nadwiślańskiej, celem dopełnienia przeglądu linji, mocno uszkodzonej
skutkiem wylewów. Delegat wraz z p. Halpertem, dyrektorem zarządu i
inżenierami, w dniu dzisiejszym udają się do Nowego-Dworu.
Nowy Dwór d. 10-go kwietnia.
Pod Nowogieorgiewskiem inżenierja wojskowa buduje most czasowy na kozłach do
przeprowadzenia pasażerów, który niebawem będzie gotowy. Przeprawa
dotychczas odbywa się na pontonach, przy pomocy saperów fortecznych. Roboty
około czasowego nasypu idą bardzo wolno wskutek braku dostępu. Budowa nasypu
jest utrudnioną, gdyż należy układać kamienie i worki z piaskiem, a dopiero
po nad powierzchnią wody sypać piasek. Linja kolei może być otwarta dopiero
za jakie dwa tygodnie. Pod Gąsowcem, w stronie Mławy, na polach leżą śniegi
na kilka łokci wysokości.
*
Rozdawnictwem ofiar w naturze pomiędzy ludnością wsi zalanych pod
Nowym-Dworem, należących do gminy Góra, zajmuje się proboszcz i pastor,
członkowie komitetu urzędowego, przy współudziale wójtów i sołtysów
miejscowych.
*
Proszeni jesteśmy o wydrukowanie następujących dowodów: „Osiemset bochenków
chleba, worek bułek, cukru pół puda, worek soli, dwa worki kaszy, dwa worki
mąki, beczkę śledzi dziś, d. 4-go kwietnia, odebrał komitet ratunkowy dla
powodzian Nowego Dworu od mieszkańców miasta Warszawy wyznania mojżeszowego
dla rozdania biednym. Nowy Dwór d. 4-go kwietnia r. 1888-go.” „Prócz
powyższych produktów, otrzymano 50 korcy kartofli, z których 20 korcy
wpłynęło do komitetu. D. 5-go kwietnia otrzymano 20 pudów śledzi i pud jeden
cebuli. Nowy Dwór d. 5-go kwietnia r. 1888-go.” „100 funtów łoju koszernego,
2 woreczki ryżu, beczkę ryb, 2 woreczki kaszy jaglanej, 80 bochenków chleba,
3 worki chał, 10 paczek herbaty komitet przyjął od p. Lasockiego. Nowy Dwór
d. 6-go kwietnia r. 1888-go.”
Dokumenta noszą podpisy pastora Behrensa, burmistrza Lasockiego i członka
komitetu Mergenthanera.
*
Kolej nadwiślańska zawiadamia, iż w dniu jutrzejszym wyprawiony będzie,
według zwykłego rozkładu jazdy, pociąg w stronę Mławy. Pasażerowie
przesiadać się będą w miejscu przerwy, gdzie urządzono most prowizoryczny.
Iłża, 8-go kwietnia.
Nawet tak mała rzeczka, jak Iłżanka, spowodowała wylewem swym powódź.
Ludność nadbrzeżna, zaskoczona nagłym wylewem, schroniła się do górnej
części miasta. Znalazło się wielu takich, którzy, nie zdążywszy uciec,
musieli przebywać na strychach i dachach. Brak łodzi spowodował, że wielu
powodzian przeszło dobę pozostawało bez żadnego pożywienia. Zamożniejsi
obywatele z okolicy zajęli się niesieniem pomocy powodzianom.
Miary wagi i objętości sypkich
- Pud: To rosyjska jednostka masy. 1 pud = ok. 16,38 kg. W tekście: "pół
puda cukru" to ok. 8 kg, a "20 pudów śledzi" to ponad 327 kg.
- Korzec: Popularna miara ciał sypkich (głównie zboża i kartofli). 1 korzec
(nowopolski) = 128 litrów. W przypadku kartofli, 1 korzec ważył zazwyczaj od
80 do 90 kg (zależnie od odmiany i wielkości). W tekście: 50 korcy kartofli
to ok. 4 - 4,5 tony jedzenia.
- Funt: 1 funt (nowopolski/rosyjski) = ok. 0,4 kg (dokładnie ok. 405-409 g).
W tekście: "100 funtów łoju" to ok. 40-41 kg.
Miary długości i wysokości
- Łokieć: 1 łokieć (nowopolski) = 0,576 metra (niecałe 60 cm). W tekście:
wzmianka o śniegu na "kilka łokci wysokości" oznacza zaspy sięgające od 1,2
do prawie 2 metrów (2-3 łokcie). To pokazuje, jak surowa była zima tuż przed
tą powodzią.
Warto zwrócić uwagę na termin "ofiary w naturze". Dziś słowo "ofiara"
kojarzy nam się głównie z kimś, kto ucierpiał, ale w XIX-wiecznej
polszczyźnie oznaczało ono przede wszystkim darowiznę lub datek (stąd
dzisiejsze "składać ofiarę" w kościele).

Czerwiec 1888
Po wylewie. Z Nowego Dworu piszą do nas: „Roboty
ziemne i faszynowe, wywołane ostatnim wylewem, z decyzji władzy poruczone
zostały przedsiębiorcy, Dawidowi Rosenbergowi. Niektóre budowle zostały
podmyte do tego stopnia, że podczas przyborów świętojańskich mogą się
zawalić, skutkiem czego obecnie przede wszystkiem energicznie prowadzą się
te roboty, które służą do zabezpieczenia zagrożonych budynków. Na brzegu,
przy magazynie prowiantowym, położonym przy ujściu Narwi do Wisły, którego
połowa ściany runęła podczas ostatnich zatorów, gromadzą się setki sążni
kubicznych kamieni, które na t. zw. materacach ułożone będą w wodzie naokoło
gmachu, celem zabezpieczenia fundamentów. Dopiero po ustąpieniu wód
świętojańskich rozpocznie się odbudowywanie części zawalonej magazynu.
Skutki wylewów jeszcze do tej chwili są widoczne. Jakkolwiek ruch kolejowy
odbywa się prawidłowo, lecz dróg szosowych, łączących Nowy-Dwór z
Zakroczymiem, dotychczas nie uporządkowano. Furmanki przewożą się na drugą
stronę Narwi za pomocą promu; furmani opłacają za przewóz od 2-ch do 5-iu rs.
O ile z jednej strony komunikacja promem jest niezbędną wobec zerwanych
dróg, to z drugiej pobieranie tak wysokiego haraczu od furmanek przez
właściciela promów, żadnej nie opłacającego dzierżawy, jest conajmniej
niewłaściwe i wymaga interwencji władzy. Most druciany na Narwi w tym roku
odbudowanym nie będzie, natomiast inżenierja projektuje urządzenie mostu na
Wiśle za pomocą cylindrów żelaznych, sprowadzonych z Dunaju.”
Terminologia techniczna i hydrotechniczna
- Roboty faszynowe: Wykorzystanie faszyny, czyli pęków witek (zazwyczaj
wiklinowych), do umacniania brzegów rzek, wałów przeciwpowodziowych lub
fundamentów. Była to podstawowa metoda walki z erozją wodną w XIX wieku.
- Przybory świętojańskie: Nazwa sezonowych, gwałtownych wezbrań wód w
rzekach (powodzi), które regularnie występowały w Polsce pod koniec czerwca,
w okolicach imienin Jana (stąd "świętojańskie").
- Zatory: Nagromadzenie kry lodowej lub pni drzew w korycie rzeki, które
blokuje przepływ wody, powodując jej gwałtowne spiętrzenie i wylewanie na
okoliczne tereny.
- Materace (w hydrotechnice): Specjalne konstrukcje z faszyny i kamieni
zatapiane na dnie rzeki. Służyły jako podkład pod ciężkie umocnienia,
zapobiegając ich zapadaniu się w miękkie, piaszczyste dno.
- Most druciany: W XIX-wiecznej polszczyźnie termin ten odnosił się do mostu
wiszącego, w którym głównym elementem nośnym były stalowe liny (wiązki
drutów). W Nowym Dworze znajdował się słynny most wiszący przez Narew,
zniszczony przez powódź.
- Cylindry żelazne: Prefabrykowane, metalowe rury o dużej średnicy, które po
wpuszczeniu w dno rzeki i wypełnieniu betonem lub kamieniami służyły jako
filary mostowe.
Miary i finanse
- Sążeń kubiczny: Dawna jednostka objętości. W Królestwie Polskim 1 sążeń to
ok. 1,7-1,9 metra, więc sążeń kubiczny to około 6 m3. "Setki sążni"
oznaczają więc ogromną masę kamienia (tysiące metrów sześciennych).
- rs. (Rubel srebrny): Oficjalna waluta w Królestwie Polskim (pod zaborami).
Podana kwota 2–5 rs. za przeprawę promem była wówczas bardzo wygórowana
(stąd określenie „haracz” w tekście) – dla porównania, robotnik dniowy mógł
zarabiać wtedy poniżej 1 rubla dziennie.
Administracja i stylistyka
- Magazyn prowiantowy: Budynek wojskowy lub rządowy służący do
przechowywania zapasów żywności (często utożsamiany z potężnym spichlerzem w
Twierdzy Modlin/Nowym Dworze).
- Poruczone: Powierzone, zlecone (np. wykonanie prac).
- Inżenierja: Dawna pisownia słowa "inżynieria", tu użyta w znaczeniu
korpusu inżynierów wojskowych lub cywilnych służb technicznych.
- Dzierżawa: Opłata wnoszona za prawo do użytkowania np. przeprawy promowej.
Autor tekstu oburza się, że właściciel promu zarabia, nie płacąc państwu za
ten przywilej.
Pożar w Nowym Dworze w 1888
[źródło
grafiki -
Historia
Nowego Dworu Maz. i okolic]



Na zgliszczach.
Po upływie całej doby od wybuchu pożaru dojeżdżając pociągiem
osobowo-miejscowym do stacji Nowy Dwór, podróżni widzieli z okien wagonu
unoszące się w górę dymy, a wśród nich sterczący las kominów.
W miarę zbliżania się ku miastu, około szeregu willi letników, z lewej
strony zarysowuje się widok coraz posępniejszy i przejmujący
najobojętniejszego przybysza grozą trudną do opisania.
Pogorzelisko wymowniej i straszniej oddziaływa na naszą wyobraźnię, aniżeli
powódź, która obejmując większe przestrzenie, może być w skutkach jeszcze
okropniejszą, lecz na razie nie wywołuje tego ponurego wrażenia.
- A co, panie, woda nas zmoczyła, więc ogień teraz wysuszył tak dobrze, iż
nie mamy co włożyć na siebie... - temi słowy powitał nas jeden z
pogorzelców, gdyśmy stanęli na rogu pierwszego kościelnego rynku i ulicy
Warszawskiej.
Dotąd właśnie doszedł pożar i niewiele już brakowało do objęcia przez
płomienie kościoła oraz plebanji, i tak zrujnowanej z powodu podmycia wodą.
Niebezpieczeństwo musiało być groźne, skoro wielu parafjan pousuwało z
kościoła nietylko aparaty i naczynia obrzędowe, ale wynoszono ławki i
wyjmowano z ołtarzy obrazy.
Cała lewa strona ulicy Warszawskiej spłonęła doszczętnie, a z prawej od żaru
płomieni domy zostały poopalone i szyby doszczętnie popękane.
Przeszedłszy do drugiego rynku, skręcamy na lewo w sam środek dymiących
zgliszcz.
Bez objaśnień stałych mieszkańców trudno się orjentować w tym labiryncie
sterczących kominów, a już doprawdy nie można sobie wyobrazić, że tu było
miasto ludne i gęsto zabudowane.
- Tu był skład dystylarni Bermana - i pokazują nam jakieś rumowisko,
dotychczas tlejące.
Samego spirytusu w jednym tym składzie spaliło się na 9,000 rs.
Opodal spłonął cały sklep kolonjalny Pfefera, przyczyniając właścicielowi w
samym towarze około kilkunastu tysięcy rubli straty.
Znaczne zapasy win albo wylano, albo zostały rozkradzione.
Wędrówka po tem istnie dantejskiem piekle, nie brakowało bowiem jęków
rozpaczy pogorzelców, a do niedawna powodzian, stawała się coraz
straszniejsza.
Cała dzielnica stanowiąca połowę Nowego-Dworu, a nosząca nazwę „Piaski“,
doszczętnie spalona.
Co krok przy tym lub owym kominie spotykamy rodziny pogorzelców, zbierające
szczątki sprzętów, przepalone żelaziwo, kafle itp.
Większość jednak nic nie robi, siedząc bezmyślnie z rozpaczą w duszy.
Ta niema boleść w połączeniu z rezygnacją, równającą się samobójstwu,
sprawia najsilniejsze wrażenie...
- Ztąd wyszedł pożar - oznajmia nam łaskawie „ciceroniujący“ p. B., ukazując
na rumowisko z dwoma kominami.
Był to warsztat powroźniczy, a w podwórzu mieściła się kuźnia.
Czy papieros, czy iskry z kuźni zapaliły nieszczęśliwe pakuły, mniejsza o
to, faktem przecież jest pożar, wszczęty o godz. 6-ej po południu, a
zamieniony w straszną pożogę, która zrujnowała Nowy Dwór doszczętnie i w
rozmiarach swych dziesięciokrotnie przenosi klęskę tak świeżo minionej
powodzi, gdyż na murze do połowy ocalonego w ogniu domostwa, jest jeszcze
widoczny znak, dokąd woda sięgała.
Cały obraz postępującej stopniowo pogorzeli, jaki wczoraj skreślił nasz
korespondent, w zupełności potwierdzają naoczni świadkowie, więc pozostaje
nam dodać kilka uzupełniających szczegółów, w połączeniu z tragicznemi
epizodami.
Powroźnik Idel, w którego posesji ogień wybuchnął, wcale się podówczas w
domu nie znajdował.
Naczelnik straży ochotniczej, p. Mergenthaler, przedsiębrał rozpaczliwe
środki ratunku, w czem mu członkowie straży z niezmierną gorliwością
pomagali, lecz cóż miano robić wobec braku wody i zepsucia sikawek.
Tu już leży wina na municypalności, chociaż ta rozwijała w czasie pożaru
energiczną działalność.
Powszechny głos całą zasługę opanowania pożaru, przy użyciu nadludzkich sił,
przypisuje p. Dymowskiemu, naczelnikowi stacji kolejowej.
Energiczny zawiadowca zabrał ze sobą sikawki stacyjne, służbę kolejową oraz
robotników z pobliskiej fabryki krochmalu Szoltena.
Komenda p. Dymowskiego była tak dzielna, tak praktycznie obmyślona, iż
wszyscy się jej poddali, co niezmiernie wpłynęło na skuteczność ratunku i
mieszkańcy ocalonej dzielnicy z żywą wdzięcznością opowiadają o poświęceniu
się zacnego zawiadowcy.
Natomiast pogorzelcy najniesłuszniej oburzają się na p. Mergenthalera, który
niedawno wybrany naczelnikiem straży, robił co mógł i do końca był na
stanowisku.
Ofiarę zaciekłości tłumów, które się na p. M. rzuciły, strażnicy ziemscy
przy pomocy rozsądniejszych obywateli, z trudnością od gwałtu ocalili.
Już to na ludziach złych nie zbywało.
Wielu z nich, jako podżegaczy, a może i podpalaczy (co zresztą śledztwo
wykryje) wczoraj aresztowano.
Między ujętymi są i złodzieje.
Kradzież ruchomości, zwłaszcza po odejściu nielicznego oddziału żołnierzy,
których niebawem jenerał Chlebnikow odwołał, doszła do nadzwyczajnych
rozmiarów.
Dorożkarz, który nas wiózł od dworca kolejowego, opowiada, iż skradziono mu
rzeczy na 300 rs. wartości.
Jakiejś Marji, krawcowej, nadkonduktor kolejowy, p. Dachowicz, z narażeniem
własnego życia ocalił szafę z rzeczami, stanowiącemi cały jej majątek, po to
jedynie, aby w parę godzin złodzieje wszystko ukradli.
Warnicowa, żona handlarza, wyniósłszy dziecko z pościelą, poszła ratować
inne rzeczy, a gdy powróciła, dziecko leżało na ziemi, pościel zaś już
zniknęła.
Ogólne jest mniemanie, że większą część rzeczy z ognia wyniesionych
złodzieje rozkradli.
Obliczenie strat.
Według urzędowego raportu, Nowy Dwór posiada 265 posesyj mieszkalnych, z
których spaliło się doszczętnie 138, t. j. tyle domów mieszkalnych i dwa
razy więcej budowli gospodarczych.
Wszystkie spalone ruchomości były ubezpieczone obowiązkowo na sumę 86,870 rs.,
co przedstawia połowę ich wartości.
Jeżeli więc weźmie się pod uwagę faktyczną wartość budowli i oceni się
nadzwyczaj umiarkowanie spalone, zniszczone lub ukradzione ruchomości (tych
prawie nikt nie ubezpieczał, nawet kupcy towarów), to nie przesadzimy
twierdząc, iż pożar jednej nocy spowodował strat na sumę przeszło 250,000 rs.
Klęska ta dotknęła przeważnie najuboższą ludność w liczbie 730 rodzin, czyli
3,000 osób pozostających bez dachu i chleba powszedniego, oraz w niemożności
zapracowania na utrzymanie w przyszłości.
Rzemieślnikom popaliły się warsztaty i narzędzia, kupcom i przekupniom ich
towar, a wszystkim pościel, odzież i najkonieczniejsze sprzęty.
Wczoraj zabrakło w mieście chleba i mięsa, a na znajdujące się u rzeźnika
wędliny nawet zamożniejsi mieszkańcy urządzali formalną licytację.
Pomoc.
Bawiący w Nowym-Dworze bez mała prawie cały dzień wczorajszy gubernator
warszawski, jenerał-lejtnant baron Medem, z funduszów specjalnych asygnował
doraźnie 300 rs. na przeróżne potrzeby dla pogorzelców, których 75% stanowią
żydzi, a na chrześcjan przypada 25%.
Ponieważ dalsza pomoc w żywności, odzieży i zapomogach pieniężnych okazała
się konieczną, przeto utworzono natychmiast komitet, złożony z następujących
osób: barona Brūnekena, naczelnika powiatu warszawskiego, jako
przewodniczącego, i członków: ks. Leona Ciszewskiego, miejscowego
proboszcza, pastora Berekusa, burmistrza Lasockiego, oraz kupców i
obywateli, pp. Bermana i Frenkla.
Komitet odbył wczoraj pierwszą sesję, po której utworzył podkomitety
prowizoryczne według wyznań.
Dla dania schroniska koczującym pod gołem niebem pogorzelcom, p. gubernator
obiecał przysłać kilkadziesiąt obszernych namiotów, czyli t. z. "pajałek".
Z uwagi na zagrażające zwalenie się stere zacych kominów, zwłaszcza przy ul.
Warszawskiej, polecono je bezzwłocznie rozebrać.
Przyszłość Nowego Dworu.
Stosownie do wydanego niedawno prawa fortecznego, mieszkańcom całej spalonej
dzielnicy nie wolno się już odbudować, czyli, że cała najrozleglejsza połać
miasta nie może się już dźwignąć na nowo.
Wszystkie place przejdą więc na rozszerzenie esplanady fortów
Nowogeorgiewska (Modlina).
Przedstawiciele władzy oznajmili o tem wczoraj pogorzelcom, projektując, w
zamian mających się zająć gruntów, oddanie szeregu placów opodal, z prawej
strony plantu kolejowego, w lesie rządowym, który na przestrzeni 60-iu
morgów zostanie wykarczowany, z drugiej zaś nabycie od sukcesorów ś. p.
Kolasińskiego na ten sam cel 70-iu morgów z lewej strony.
Zjawia się przecież jeszcze jeden projekt, a mianowicie przeniesienia się
pogorzelców do Jabłonny i założenia tam zupełnie nowej osady.
Wartość: Kwota 250,000 rs. strat wymieniona w tekście była na owe czasy
fortuną. Dla porównania: w latach 80. XIX wieku robotnik niewykwalifikowany
zarabiał około 20–30 rubli miesięcznie, a kilogram chleba kosztował kilka
kopiejek.
Strata dorożkarza (300 rs.) oznaczała utratę dorobku życia, prawdopodobnie
wraz z wozem i końmi.
- Prawo forteczne i Twierdza Modlin (Nowogeorgiewsk)
To najbardziej dramatyczny wątek artykułu. Nowy Dwór Mazowiecki leżał w
bezpośrednim sąsiedztwie potężnej rosyjskiej twierdzy Nowogeorgiewsk (dziś
Modlin).
Restrykcje: "Prawo forteczne" zabraniało wznoszenia trwałych budynków
murowanych w pasie tzw. esplanady (przedpola twierdzy). Chodziło o to, aby w
razie oblężenia wróg nie miał punktów oparcia, a obrońcy mieli czyste pole
ostrzału.
Wyrok dla miasta: Pożar stał się dla władz carskich "okazją". Zamiast
pozwolić ludziom się odbudować, wykorzystano prawo, by przejąć grunty pod
rozbudowę fortyfikacji. To dlatego w tekście mowa o tym, że dzielnica "nie
może się już dźwignąć".
- Pajałki (Namioty)
Wspomniane w tekście "pajałki" (z ros. палатка – pałatka) to duże, wojskowe
namioty. Fakt, że gubernator obiecał ich dostarczenie, świadczy o skali
bezdomności – 3000 osób (prawie połowa ówczesnego miasta) nagle znalazło się
pod gołym niebem.
- Kontekst społeczny i "Nowa osada"
Struktura wyznaniowa: Wzmianka o podziale pomocy (75% Żydzi, 25%
chrześcijanie) trafnie oddaje ówczesną demografię Nowego Dworu, który był
ważnym ośrodkiem handlowym i rzemieślniczym z dominującą społecznością
żydowską.
Nowe lokalizacje: Propozycja wykarczowania lasu pod nową osadę (dzisiejsze
centrum Nowego Dworu) była początkiem przemieszczenia centrum miasta z
terenów bliżej Wisły i Narwi na tereny położone dalej na wschód, przy linii
kolejowej. Pomysł przeniesienia miasta do Jabłonny ostatecznie nie doszedł
do skutku na taką skalę, jak planowano.
- Szmuklerz: rzemieślnik zajmujący się pasamonictwem (wyrobem frędzli,
pomponów, pasów, ozdobnych obszyć).
- Resursa: rodzaj klubu towarzyskiego lub miejsca spotkań towarzyskich
wyższych sfer.
- Kolonjalny (sklep): sklep handlujący towarami sprowadzanymi z kolonii
(kawa, herbata, przyprawy, bakalie).
- Powroźnik: rzemieślnik zajmujący się wyrabianiem powrozów, lin i sznurów.
- Pakuły: odpady z lnu lub konopi, bardzo łatwopalne, używane m.in. do
uszczelniania.
- Sikawka: dawne określenie pompy strażackiej.
- Ciceroniujący: pełniący rolę przewodnika (od cicerone).
- rs. to ruble srebrne, kop. to kopiejki.
- „Głos powszechny”: opinia publiczna, to co mówią wszyscy ludzie.
- „Dantejskie piekło”: określenie sytuacji dantejskiej (strasznej, pełnej
grozy), nawiązujące do „Boskiej komedii”.
- „Uskuteczniać”: w tekście użyte w kontekście „wykonywania” czynności (np.
wykupu w lombardzie).
- „Wobec braku wody i zepsucia sikawek”: tutaj „zepsucie” oznacza awarię,
niesprawność sprzętu.
- „Municypalność”: zarząd miasta, władze miejskie.
- Zawiadowca: w tamtym czasie osoba kierująca stacją kolejową (dziś też
używane, ale rzadziej w mowie potocznej).
- Dystylarnia: gorzelnia, zakład zajmujący się produkcją alkoholu.

Pożar.
Oberpolicmajster warszawski otrzymał wczoraj telegram od burmistrza w
Nowym-Dworze z proźbą o przysłanie do tego miasta straży ogniowej, gdyż
pożar grozi zniszczeniem wszystkim domom. Straż udała się do Nowego-Dworu
specyalnym pociągiem kolei nadwiślańskiej około godziny 9 ej wieczorem.
Pomimo dzielnego ratunku jej, jak i usiłowań miejscowej straży ogniowej
ochotniczej, większa część Nowego-Dworu stała się pastwą płomieni. Zgorzało
około 120 domów i biednych pogorzelców spotyka nędza.

Katastrofa w Nowym-Dworze, o której pisaliśmy już
wczoraj, przedstawia się bardzo smutnie. Prawie połowa miasta legła w
gruzach. Według obliczeń zgorzało 138 budynków mieszkalnych, a przeszło 300
gospodarczych. Pogorzelcy z ruchomości swych bardzo mało uratowali. Straty
sięgają pół miliona rubli. Około 3000 ludzi pozbawionych zostało dachu, a w
pośród nich znacznie większa część i całego mienia. Z Warszawy i Zakroczymia
nadesłano chleb dla tych biedaków, ale jakiej potrzeba pomocy, ażeby ich z
nędzy wydźwignąć! Dla udzielenia pogorzelcom wsparć, zawiązał się komitet
pod przewodnictwem naczelnika powiatu, barona Brinkena. Do komitetu należą
miejscowi przedstawiciele wszystkich wyznań.

Katastrofa w Nowym-Dworze, o której pisaliśmy już
wczoraj, przedstawia się bardzo smutnie. Prawie połowa miasta legła w
gruzach. Według obliczeń zgorzało 138 budynków mieszkalnych, a przeszło 300
gospodarczych. Pogorzelcy z ruchomości swych bardzo mało uratowali. Straty
sięgają pół miliona rubli. Około 3000 ludzi pozbawionych zostało dachu, a w
pośród nich znacznie większa część i całego mienia. Z Warszawy i Zakroczymia
nadesłano chleb dla tych biedaków, ale jakiej potrzeba pomocy, ażeby ich z
nędzy wydźwignąć! Dla udzielenia pogorzelcom wsparć, zawiązał się komitet
pod przewodnictwem naczelnika powiatu, barona Brinkena. Do komitetu należą
miejscowi przedstawiciele wszystkich wyznań.

Jenerał-gubernator warszawski w d. 28-ym zeszłego
miesiąca zezwolił na zbieranie przez ks. Ciszewskiego, pastora Berensa i
właściciela domu w Nowym Dworze Wengorowa, w Warszawie i gubernji
warszawskiej dobrowolnych składek na pogorzelców Nowego Dworu. Ofiary
zapisywane być winny w książkach stwierdzonych podpisem prezesa komitetu
pomocy dla powodzian w Nowym Dworze br. Brinkena.

Po katastrofie w Nowym Dworze.
Nowy Dwór już nie podniesie się z gruzów i popiołów... Już dawno żadne z
miasteczek w Królestwie Polskiem nie było dotknięte tak wielką klęską!
Według urzędowego wykazu, na ogólną ilość 315 posesji, oznaczonych numerami,
spaliło się 138. Każda posesja składała się z jednej lub dwóch oficyn i
kilku zabudowań gospodarskich, ogółem więc spłonęło około 500 budynków. Z
większych gmachów uległy zupełnemu zniszczeniu: rozległy dom murowany
piętrowy (około 50-ciu lokali) p. Zdanowicza, synagoga i szkoła izraelska.
Właściciel składu okowity p. Berman, poniósł dotkliwe straty, obliczane na
rs. 20,000, oprócz bowiem kilku domów, spaliły się wielkie zapasy okowity i
spirytusu. Ogień, jak już skonstatowano, wybuchł z mieszkania powroźnika. Z
całej dzielnicy, od kościoła katolickiego wzdłuż lewej strony ulicy
Warszawskiej do plantu kolejowego, pozostały tylko gruzy i las kominów,
czyli blisko połowa miasta zniszczoną została ze szczętem. Płomienie
dosięgały aż parkanu cmentarza ewangielickiego, który też rozebrano. Straty
w ruchomościach są również bardzo dotkliwe, te bowiem, które wyniesiono na
ulicę, obejmował rozszalały żywioł. Ze sprzętów złożonych na ulicy Szkolnej
nie literalnie nie uratowano...
Według przypuszczalnych obliczeń, straty w nieruchomościach wynoszą około rs.
200,000, a co najmniej połowę tej sumy w dobytku ludzkim. Ofiarą płomieni
padło sześć koni, kilkanaście sztuk inwentarza i znaczna ilość ptactwa
domowego. Pogłoska o spaleniu się trojga dzieci, okazała się nieprawdziwą.
Mieszkańców bez dachu pozostało blisko 3,000 w tej liczbie około 1,000
chrześcjan. Celem przyjścia z pomocą dotkniętym mieszkańcom, rozpoczął
funkcjonować komitet, wydelegowany ongi w czasie powodzi. W rozdawaniu ofiar
zaszły jednak zmiany a mianowicie: komitet pod prezydencją naczelnika
powiatu br. Brinkena, podzielony został na trzy podkomitety katolicki,
ewangielicki i żydowski, a to celem łatwiejszego skonstatowania szkód i
rozdziału wsparć. W dwóch pierwszych zasiadają ks. proboszcz Leon Ciszewski
i pastor Behrens, a w ostatnim pp. Peretz, Węgierow i trzech członków.
Dotychczas komitet rozdał chleb nadesłany z Warszawy i Zakroczymia, a p.
gubernator warszawski, jenerał Medem, złożył komitetowi do rozdziału
kilkaset rubli. Ponieważ większa część pogorzelców obozuje pod gołem niebem,
przeto w dniu dzisiejszym na wolnych placach wzniesionych będzie tymczasowo
60 namiotów. W dniu wczorajszym zwiedzało pogorzelisko kilkaset osób z
Warszawy.
- Jenerał-gubernator / Jenerał – archaiczna forma słowa "generał",
powszechna w okresie zaborów.
- Gubernja – jednostka podziału administracyjnego w Imperium Rosyjskim; dziś
piszemy "gubernia".
- rs. (ruble srebrem) – skrót waluty obowiązującej w Królestwie Polskim (np.
"rs. 20,000").
- Posesja – określenie nieruchomości, działki wraz z zabudowaniami.
- Naczelnik powiatu – urzędnik stojący na czele administracji powiatowej.
- Oficyna – boczny budynek mieszkalny na posesji, często połączony z domem
głównym.
- Las kominów – plastyczne określenie pogorzeliska, na którym z domów
zostały tylko murowane elementy kominowe.
- Pogorzelcy – osoby, które straciły dach nad głową w wyniku pożaru.
- Szkoła izraelska – dawne określenie szkoły żydowskiej.
- Ofiary – w tekście używane w znaczeniu dobrowolnych darowizn lub składek
pieniężnych, a nie tylko osób poszkodowanych.
- Dobytek ludzki – mienie ruchome należące do mieszkańców.
- Okowita – staropolskie określenie mocnego alkoholu (wódki), często
produkowanego z żyta lub ziemniaków.
- Powroźnik – rzemieślnik wyrabiający sznury i liny (powrozy).
- Ongi – dawniej, niegdyś (użyte w kontekście "komitetu wydelegowanego ongi
w czasie powodzi").
- Skonstatować – stwierdzić fakt, ustalić coś (np. "jak już skonstatowano,
ogień wybuchł...").
- Ze szczętem – całkowicie, zupełnie (zniszczony "ze szczętem").
- Inwentarz – żywy inwentarz, czyli zwierzęta hodowlane.

11 czerwca 1888. Kurjer Poranny, nr 161.
Pożar Nowego Dworu.
Miasto Nowy Dwór leżące o 32 wiorsty od Warszawy a o 4 wiorsty od twierdzy
Nowogieorgiewsk, nawiedzone przed dwoma będzie temu miesiącami straszną
powodzią, wczoraj drugą zuowuklęską (znowu klęską), może jeszcze
straszniejszą, pożaru.
Ogień wybuchnął około godziny 5-ej po południu, w rynku po lewej stronie
licząc od stacji kolei i podsycany wiatrem szybko ogarniał dworki jedne po
drugiem.
O godz. 7-ej po południu pożar przybrał tak wielkie rozmiary, że zagrażał
całemu miastu. Z Warszawy, a zwłaszcza z wieży ratuszowej, widać było o tym
czasie bardzo szeroki słup dymu w okolicach północno-zachodnich.
Wkrótce potem do p. oberpolicmajstra warszawskiego nadszedł telegram od
burmistrza Nowego Dworu z prośbą o ratunek, gdyż ogień grozi całemu miastu z
dodaniem, że gmach magistratu lada chwila się zapali.
Wobec tego, p. oberpolicmajster polecił udać się na miejsce 3 oddziałowi
straży warszawskiej (nowoświeckiemu) i połowie oddziału ratuszowego, oraz
jednej sikawce parowej — na co nastąpiło drogą telefoniczną zezwolenie
władzy wyższej.
Straż wyruszyła na zwykły alarm, podążając na stacyję kolei nadwiślańskiej,
pod cytadellę.
Tymczasem za pośrednictwem telefonu zawiadomiono dyrekcyję kolei
nadwiślańskiej o przygotowanie pociągu nadzwyczajnego.
Jakoż, gdy o godz. 8 m. 45 przybyła na stacyję straż, już przy rampie stały
wagony kryte dla koni, a parochody z Pelcowizny spieszyły z brankardami
otwartemi pod narzędzia ogniowe.
Ze strażą przybył na stacyję naczelnik straży, pułkownik Curikow, a wkrótce
potem p. oberpolicmajster, pułkownik Kleigels.
Tu wydano rozkaz cofnięcia się połowy oddziału ratuszowego, a to, aby zbyt
nie osłabiać środków ratunku na wypadek pożaru w Warszawie.
Tym sposobem udały się do Nowego Dworu: sikawka parowa z ratusza i oddział
nowoświecki, złożony z 2 sikawek zwykłych, 6 beczek, 2 omnibusów i wozu z
przyborami, wogóle 12 narzędzi 27 koniach i około 60 strażaków, pod ogólnem
dowództwem brandmajstra Smorońskiego.
Przy ładowaniu koni i narzędzi niosła pomoc cała służba stacyjna począwszy
od naczelnika aż do tragarza i mimo zupełnego nieprzygotowania stacji prawie
wszystkie bowiem wagony, mostki i t. p. musiano dowozić z Pelcowizny —
ładowanie ukończono o godz. 10 ½, to jest w półtoraj godziny.
Pociąg składał się z parochodu, brankardu, 2 wagonów 3 klasy, 9 brankardów
krytych i 9 odkrytych, razem 20 wagonów.
Udali się też do pomocy przy wyładowywaniu na stacji w Nowym Dworze i
władowywaniu tamże z powrotem 8 posługaczy kolejowych. Pociąg wyruszył ze
stacji Warszawa o godz. 10 m. 35. Z urzędników kolejowych udali się tymże
pociągiem rewizor drogi inżenier Tomczycki i pomocnik zawiadowcy Ruthier.
W wagonach 3 klasy pojechało prócz strażaków, kilku mieszkańców Nowego
Dworu, którzy na wieść o klęsce ich miasta pośpieszyli na stację
nadwiślańską.
Pociąg nie zatrzymywał się nigdzie po drodze i miał przybyć na stację Nowy
Dwór około godz. 11 m. 45 w nocy.
Podczas władowywania taboru straży na stacji nadwiślańskiej, pytano się
kilkakrotnie stacji Nowego Dworu, czy pomoc straży warszawskiej jest
niezbędną i otrzymano odpowiedź wzywającą co rychlejszego ratunku. Między
innemi doniesiono, że: koło godz. 9 zapalił się gmach magistratu.
W chwili ruszenia pociągu o godz. 10 m. 35 depesza z Nowego Dworu brzmiała:
Pół miasta spalone, drugie pół zagrożone.
Razem ze strażą udał się na miejsce wypadku jeden z naszych
współpracowników, od którego oczekujemy depesz.
Oto depesze nadesłane nam do chwili oddania „Kurjera” na prasę.
Nowy Dwór, 10/6 (Wł. tel.) — Godzina 12 m. 30. Pociąg nadzwyczajny z
oddziałem straży ogniowej wyruszył z Pragi o godz. 10 min. 35 i w godzinę
przybył do Nowego Dworu. Płomienie palącego się miasta było już widać
zdaleka.
Wyładowanie narzędzi i koni poszło dość szybko dzięki energii kapitana
Smorońskiego. Strwożeni mieszkańcy witają straż warszawską jako nadzieję
ocalenia.
Nowy Dwór, 10/6 (Wł. tel.) — Godzina 1 min. 30. Pożar wszczął się około
godz. 6 przed wieczorem, jak mówią z iskier kuźni w części miasta Piaski
zwanej. Szerzył się ogień z taką szybkością wśród drewnianych zabudowań, że
gdy przybyła spóźniona straż ogniowa ochotnicza miejscowa o godz. 7 ½ i
nadesłana pomoc wojskowa z twierdzy Nowo-Gieorgiewska, już było zapóźno na
łatwe opanowanie pożaru.
Nowy Dwór, 10/6 (wł. tel., g. 2 po północy). Spalonych domów liczą 120,
kościół i magistrat ocalały. Straż warszawska dzielnie po swojemu pracuje. O
resztę niema obawy.
Nowy Dwór (10/6 wł. tel., godzina 3 m. 30). Południowa część spłonęła,
maszyna z powodu piasków pozostała na stacji, w mieście brak wody, ogień
słabnie. Ogień zapuścił czeladnik powroźnika żyda przy pakułach od
papierosa.
Prócz tego od p. Peretza z Nowego Dworu odebraliśmy depeszę, wysłaną o godz.
11 m. 15 w nocy.
Nowy Dwór, 10/6 (wł. tel.) Większa część miasta Nowy Dwór zgorzała,
mieszkańcy bez żywności, ogromna klęska.
- Brandmajster: (z niem. Brandmeister) – ówczesny stopień oficerski w straży
pożarnej, odpowiednik dzisiejszego kapitana lub komendanta oddziału.
- Sikawka parowa: Zaawansowany jak na tamte czasy przyrząd gaśniczy. W
przeciwieństwie do sikawek ręcznych, pompa była napędzana silnikiem parowym,
co dawało znacznie większe ciśnienie wody.
- Narzędzia ogniowe: Dawne określenie na ogół sprzętu gaśniczego (drabiny,
bosaki, węże, sikawki).
- Beczek: Chodzi o wozy-beczki konne, które dowoziły wodę w miejsca, gdzie
nie było hydrantów ani dostępu do rzeki.
- Brankard: Specjalny typ wagonu (lub wozu) służący do transportu sprzętu,
bagażu lub jako wagon służbowy dla personelu pociągu.
- Oberpolicmajster: Szef policji w dużym mieście (tu: w Warszawie). W
zaborze rosyjskim była to funkcja o bardzo szerokich uprawnieniach, łącząca
zadania policyjne z administracyjnymi.
- Magistrat: Urząd miejski, ratusz.
- Wiorsta: Rosyjska jednostka miary długości. 1 wiorsta = 1066,8 metrów.
Zatem Nowy Dwór leżał ok. 34 km od Warszawy.
- Twierdza Nowogieorgiewsk: Nazwa nadana przez Rosjan Twierdzy Modlin.
- Parochód: Archaiczne określenie parowozu (lokomotywy).
- Rampa: Podwyższenie przy torach ułatwiające załadunek koni i ciężkich
sikawek na wagony.
- Depesza: Telegram, krótka wiadomość przesyłana telegrafem.
- Wł. tel. (Własny telefon/telegraf): Oznaczenie, że informacja pochodzi z
bezpośredniego połączenia redakcji z miejscem zdarzeń.
- Czeladnik powroźnika: Pracownik (uczeń) u rzemieślnika wyrabiającego liny
i sznury.
- Pakuły: Odpady z lnu lub konopi, bardzo łatwopalne, używane m.in. do
uszczelniania.
- Zgorzała: Spłonęła.


12 czerwca 1888. Kurjer Poranny, nr 162.
Pożar Nowego Dworu.
(Sprawozdanie naszego specjalnego korespondenta).
Uzupełniamy dziś lakoniczne depesze naszego współpracownika o strasznej
klęsce, ofiarą której stał się i tak już srodze w tym roku nawiedzony Nowy
Dwór.
Sto czterdzieści pięć domów, stanowiących połowę miasta i to połowę
zamieszkałą przez uboższą, przeważnie żydowską ludność, stało się pastwą
płomieni. Przeszło 2,000 osób znajduje się bez dachu.
Pożar, o ile z uczynionego na prędce badania wyciągnąć się dało, wyniknął w
domu kowala Szlamy Brodowskiego. W domu tym mieszkało dwóch żydów: A.
Braunsztejn i Judka Borensztejn, z których ostatni był powroźnikiem. W ową
nieszczęsną niedzielę, około godziny 5-ej po południu, Borensztejn pracował
na Piaskach nad kręceniem powrozów w niedalekiej odległości od swego domu,
podczas gdy jego żona sprzedawała gotowe wyroby na rynku. Naraz Borensztejn
ujrzał kłęby dymu wydobywające się z gontowego dachu jego domu, który z
powodu opuszczenia go i przez sublokatora Braunsztejna, zamknięty był na
klucz.
Wystraszony powroźnik pobiegł w kierunku swego domostwa, ażeby go od pożogi
uratować, zanim jednak zdołał wpaść na strych, gdzie prawdopodobnie paliły
się konopie, płomienie ogarnęły całe zabudowanie i rzuciły się w kierunku
południowo-zachodnim na przyległe drewniane domki, które się w jednej chwili
zajęły.
Pożar zajął odrazu prawie taki obszar, że o skutecznem umiejscowieniu go nie
było wcale mowy, szło tylko o to, ażeby nie dopuścić ognia do północnej
dzielnicy miasta.
Straż ochotnicza nowodworska pod kierunkiem swego naczelnika p. Morgentalera,
znalazła się od pierwszej chwili przy ogniu i trzeba jej to przyznać, że
pracowała w pocie czoła nad zwalczeniem rozszalałego żywiołu.
Nie pomogły jednak żadne ludzkie wysiłki, nie pomogła skuteczna pomoc, jaką
nieśli straży burmistrz miasta Lasecki, prezes komitetu straży ogniowej
pastor Berens, a nadewszystko kapitan Brzozowski, który z kilkoma
żołnierzami zdołał uratować trzy objęte już płomieniami domy na prawej
stronie ulicy Warszawskiej, ogień rozszerzał się z niepohamowaną siłą w
kierunku do dzielnicy „Piaskami” zwanej, i w przeciągu 4-ch godzin ogarnął
całą lewą połowę miasta, rozciągając swą niszczącą siłę, aż het pod
przedmieścia i cmentarze.
Około godziny 9-ej była obawa, że ogień przerzuci się na prawą stronę miasta
i w pierwszej linii zagrożony był budynek magistratu, udało się jednak przez
usilną pracę straży ochotniczej, uchronić ten budynek, a co zatem idzie i
całą pozostałą część miasta od niechybnej zagłady.
Wtedy to już zaczął się okazywać brak wody, gdyż główna studnia znajdująca
się na tak zwanym „żydowskim rynku” jest już od pewnego czasu nieczynną i
wodę do ratowania musiano czerpać ze studzien na podwórzach prywatnych,
niezbyt chętnie przez właścicieli do gaszenia strasznego pożaru otwieranych.
Wogóle mieszkańcy Nowego Dworu, a w szczególności żydowska ludność,
okazywali niepojętą apatję przy ratowaniu zagrożonych domów.
Z wyjątkiem kilku ludzi, nazwiska ich prawie że na palcach policzyć można,
którzy nieśli chętną pomoc zarówno swej małej straży, jak i przybyłemu
później 3-mu oddziałowi straży ogniowej warszawskiej, reszta ludności nie
chciała pomagać przy ratowaniu pożaru i musiano ludzi potrzebnych do sikawek
i pomp, wlec gwałtem do pracy.
Nie pomagały ustne zachęty księdza plebana Ciszewskiego i zacnego pastora
Berensa, mieszkańcy Nowego Dworu zachowywali się względem niszczącego ich
chudobę żywiołu tak, jak gdyby ten ogień nie obracał w niwecz ich domów i
ich dobytku.
Straż ogniowa warszawska przybyła, tak jak to we wczorajszej depeszy
wymieniliśmy, na stację Nowy Dwór o godzinie 11 m. 35.
Zatrzymano się na stacji towarowej przed rampą, która w 3/4 swej długości
jest niezdatną do użytku, tak, że wyładowywanie wagonów mogło się odbywać
tylko z dwóch naraz wagonów.
Dzielny kapitan straży Smoroński przy współudziale energicznego pomocnika
nacz. stacji Praga p. Rutiera, kierowali opróżnianiem wagonów.
Kapitan Smoroński, po zbadaniu drogi piaszczystej prowadzącej do szosy,
polecił nie wyładowywać maszyny parowej przywiezionej z Warszawy, w obawie,
że nie byłby w stanie przeprowadzić jej przez piachy. Obawy jego okazały się
następnie zupełnie uzasadnionemi, gdyż cały komplet straży wyruszywszy o
godz. 12 m. 15 ze stacji drogi żelaznej do miasta Nowy Dwór, po
pięciominutowej jeździe utknął w piaszczystej drodze, prowadzącej bokiem
plantu kolei do szosy.
Przeprawa przez piaski trwała całe trzy kwadranse i musiano do trzech beczek
zaprzęgać świeże konie, a wszystkie zaś beczki i omnibusy przeprowadzać przy
wspólnej pracy ludzi i koni.
O godzinie 1-ej minut 10, straż ogniowa warszawska wjechała do Nowego Dworu,
który zdala przedstawiał się, jak jedno szerokie morze ognia, a bliska zaś
stawał się podobnym do paruset pieców hutniczych puszczonych w ruch naraz.
Na ulicy Warszawskiej dzielącej miasto na dwie połowy, a będącej zarazem
granicą ognia, skupiła się większość mieszkańców.
Straż ogniowa warszawska rozlokowała się natychmiast na dwóch końcach wyżej
wymienionej ulicy; z jednej strony ratując od zniszczenia 4 pozostałe
jeszcze domki drewniane, które bez jej pomocy, stałyby się pastwą płomieni;
z drugiego zaś końca ulicy strzegąc kościoła i plebanji, gdzie nagromadzone
w znacznej ilości siano i słoma, przedstawiały duże dla tych budowli
niebezpieczeństwo, przy silnym zwłaszcza ogniu, który objął dają piętrową
kamienicę Zdanowicza, naprzeciwko kościoła. W kamienicy tej ugaszono pożar
do szczętu, jak również w kilku przyległych budynkach.
Straż nowoświecka pracowała do godziny 7-ej zrana na owych dwóch punktach,
gdyż o skutecznem tłumieniu pożaru w wielkim kwadracie spalonych domostw nie
było wcale mowy. W chwili przybycia straży ogniowej domy te i domki dopalały
się już tylko.
Zaraz na wstępie, po zużyciu wody przywiezionej z Warszawy okazał się brak
wody w Nowym Dworze, dojazd do Narwi, leżącej od miasta w odległości dobrej
wiorsty okazał się z powodu ogromnych piasków niemożliwy, musiano się zatem
posiłkować studniami i domostw prywatnych, wyszukując ich tak, jak łowiec
perły. Regularnemu zasilaniu sikawek stała zresztą na przeszkodzie nietylko
trudność w wyszukaniu wody, ale i wymieniona już wyżej obojętność
mieszkańców, których groźbą zmuszano do napełniania wiadrami beczek.
Już na dwie godziny przed przybyciem straży ogniowej z Warszawy, straż
ochotnicza nowodworska, będąca w posiadaniu 3 małych sikawek i 6 beczek
przestała pracować, znużona bezowocną i godną walką z ogniem. O ile z
opowiadań sądzić można, spełnia swą obowiązek uczciwie, nie mogła wszakże,
przy słabych środkach ratunkowych, jakimi rozporządza nic dla powstrzymania
ognia uczynić.
Około godziny 4-ej ogień zaczął wszędzie słabnąć, pochłonął też był już
wszystko prawie, co tylko było do zniszczenia. O godzinie 6-ej tliło się już
tylko w kilku punktach i palił się jeszcze dany wiatrak, położony nieco za
miastem na południo-wschodzie, o ratunku którego wszakże mowy nawet być nie
mogło.
Oba rynki miejskie i pola okalające miasto zawalone były chudobą
pogorzelców. Rzeczy ich leżały naniesione na kupy, a przy każdej takiej
kupie połamanych łóżek i sprzętów, potłuczonych garnków i zczerniałej od
dymu pościeli siedziały kobiety z dziećmi i Suchą od bólu źrenicą,
nieprzytomnie spoglądały przed siebie. Dopiero nad ranem, gdy ostygające
zgliszcza pozwalały już na odgrzebywanie gruzów, liczne gromadki sunęły
wśród gruzów poszukując miejsca, gdzie stały dzień temu jeszcze ich
domostwa. Wtedy to dopiero w sercach pogorzelców odezwało się na widok tych
miejsc, zrównanych z ziemią, poczucie ogromu nieszczęścia i straszne krzyki
napełniły powietrze. Serce się krajało na widok tych istot pozbawionych
dachu i chleba; dzieci ich snuły się pomiędzy kominami, sterczącymi jak
pomniki na cmentarzu, patrząc z ponurym smutkiem na pogorzelisko.
Wielu z pogorzelców nie odpowiadało wcale na słowa pociechy, któremi ich
witaliśmy, inni odpowiadali głosem tak słabym, tak złamanym, jak gdyby lada
chwila mieli wziąć rozbrat z tym światem.
O godz. 8, gdy już tylko ostatnie tliły się iskry, straż nowoświecka
wyruszyła z powrotem na stację Nowy Dwór, gdzie czekał na nią ten sam
ekstra-pociąg, którym przyjechała z Warszawy. Na stację przybyto o godz. 8
1/2, wprowadzenie beczek i omnibusów trwało do 9 1/2, wyjechała zaś o godz.
10 m. 45 do Warszawy, do której pociąg przybył o godz. 11 m. 45. Mieszkańcy
wiosek, leżących przy plancie kolei z ciekawością przyglądali się dziwnemu
zjawiskowi — straży ogniowej w pełnym komplecie uszykowanej na platformach
wagonowych. Również ciekawie wybiegali przed swe domki mieszkańcy letnich
siedzib w Jabłonnie. Pomimo szalonego pośpiechu, z jakim odbywało się
ładowanie straży w Warszawie, i wyładowywanie w Nowym Dworze, pomimo
fatalnej drogi wśród usypu na piaskach ciasnych zakrętów w Nowym Dworze,
całe uszkodzenie, jakie straż poniosła, ogranicza się na złamaniu dyszla u
jednego z omnibusów.
Pociąg nadzwyczajny wiozący straż do Nowego Dworu, prowadzony przez jednego
z celniejszych maszynistów dr. żel. nadwiślańskiej p. Dobrowolskiego, pędził
nie zatrzymując się nigdzie dżej nad 1/2 minuty z ogromną szybkością.
Towarzyszyli mu inżynier Tomczycki, pomocnik naczelnika stacji Praga Rutier
i nadkonduktor Oleksiński.
Dla lepszego zorjentowania się, podajemy poniżej położenie spalonego miasta.
Mieszka w niem około 5,900 dusz, z których połowa prawie żydów. Miasto
rozciąga się od Narwi na południe ku plantowi kolei żelaznej, czyli tak
zwanym Piaskom. Jedna jedyna przyzwoita ulica Warszawska zwana rozdziela
miasto na dwie prawie równe połowy, z których prawa jest siedzibą
zamożniejszych mieszkańców, lewa zaś biedniejszej klasy, przeważnie zaś
zamieszkaną jest przez żydów. Na ul. Warszawskiej znajdują się wszystkie
znaczniejsze budowle, jakoto kościół, magistrat, sąd i t. d. Ta otóż ulica,
ten środkowy punkt miasta, stanowiła granicę, po za którą starano się
usilnie nie puścić pożaru, gdyż zapalenie się jednego domu z jej prawej
strony, obróciłoby w perzynę w ten sam sposób drugą połowę miasta, jak ogień
w jednym z domów leżących nieco w głębi lewej strony ulicy, zniszczył całą
lewą połowę miasta.
* * *
Wczoraj nad ranem przyjechał do Nowego Dworu p. Fedorow, naczelnik straży
ziemskiej w powiecie warszawskim, w celu dokonania pierwiastkowego śledztwa
w sprawie pożaru, pociągiem zaś wychodzącym o godz. 9 rano, przyjechali
wczoraj do Nowego Dworu, gubernator warszawski baron Medem i naczelnik
warszawskiego powiatu baron Briuken.
* * *
W samych początkach pożaru, w jednym z domków na Piaskach, schwytano żyda
Icka Klocmanna w chwili, gdy podpalał własną swą chałupę. Podpalacza
natychmiast aresztowano i będzie za swój występny czyn odpowiadał sądownie.
* * *
Wśród większej części mieszkańców Nowego Dworu panuje przekonanie, że ogień
był dziełem jednego lub też kilku podpalaczy. Sprawę tę rozjaśni zapewne
śledztwo, w każdym jednak razie trudno byłoby pojąć motywa, jakie mogłyby
popchnąć właścicieli domów w Nowym Dworze do podpalania swych domostw?
Składkę asekuracyjną płacą oni w stosunku 10% rocznie od sumy deklarowanej
wartości domu, w tym też stosunku normują się i inne podatki i dla tego to
każdy z właścicieli podaje zazwyczaj wartość swego domu niższą od
rzeczywistej, – nie mieliby zatem żadnego interesu w otrzymaniu sumy
ubezpieczonej.
* * *
Jeden z kominiarzy miejskich w Nowym Dworze nazwiskiem Leszczyński,
rozbierając dach palącego się domu, przez nieuwagę, uderzył się siekierą w
prawe kolano. Oprócz tego jednego, innych wypadków z ludźmi nie było.
Zdarzył się natomiast następujący epizod:
Niejakiemu Lewensztejnowi zginęło podczas pożaru trzyletnie dziecko, już po
wyprowadzeniu go z płonącego domu. Nad ranem Lewensztejn grzebiąc w gruzach
swego domu, natrafił na jakiś malutki spalony szkielet i zaczął lamentować,
że to jego dziecko. Szkielet zabezpieczono w celu sprawdzenia przypuszczeń
Lewensztejna, szkielet jest jednak tak miniaturowy, że żadną miarą do
ludzkiej istoty należeć nie mógł i jest raczej szkieletem kota, którego
Lewensztejn także w swej izbie posiadał.
* * *
Między innemi budowlami spaliła się piękna murowana synagoga i drewniana
bóżnica, z większych domów zaś, zakład wyrobu wódek Bratmana.
* * *
W dziwny sposób tłomaczy się sprawca całego
nieszczęścia Judka Borensztejn powroźnik. Zapytany, co właściwie mogło się
zatlić u niego na strychu, odpowiedział: „Ja nie wiem, bo tam nic nie było.”
— Jakto nic? — Nic, nie zupełnie. — A z czegóż ogień powstał? — Ja także nie
wiem, bo u mnie i ognia nie było... Biedny ten człowiek, stracił zresztą
wszystko co miał, nie zdążył bowiem nic prawie wynieść.
* * *
Około godz. 3 nad ranem, z wielkiem zdziwieniem ujrzeliśmy naraz wjeżdżającą
w ulice miasta parokonną warszawską dorożkę nr. 1136, wiozącą dwóch
mieszkańców Nowego Dworu, którzy dowiedziawszy się o groźnym pożarze w swem
mieście, a nie mogąc już korzystać z żadnego pociągu, zgodzili dorożkarza na
przejazd do Nowego Dworu. Dorożkarz przejechał 32 wiorsty szosą w 5 godzin,
za co otrzymał rs. 6.
* * *
Z twierdzy Nowo-Gieorgiewsk przysłano natychmiast po zasygnalizowaniu ognia.
Straż ogniowa z twierdzy nie mogła wszakże wyruszyć na pomoc zagrożonemu
miastu, gdyż droga szosowa wiodąca z twierdzy przez most na Narwi do Nowego
Dworu, nie jest do przebycia. Żołnierze pracowali do godz. 11 w nocy, poczem
zawezwano ich napowrót do twierdzy.
Słupy telefoniczne, łączące twierdzę Nowo Gieorgiewsk z fortem janowskim, a
przechodzące przez Nowy Dwór, spaliły się do szczętu. Wśród pogorzelisk
ciągnęły się długie linje przepalonych drutów.
- Wiorsta: Dawna rosyjska jednostka długości, używana w Królestwie Polskim.
1 wiorsta to ok. 1,067 km. Autor pisze, że do Narwi była „dobra wiorsta”, co
sugeruje nieco ponad kilometr piaszczystej drogi. Dorożkarz pokonał trasę
ok. 34 km z Warszawy do Nowego Dworu.
- Rs. (Rubel srebrny) – waluta obowiązująca w Królestwie Polskim po reformie
monetarnej. Kwota 6 rubli za kurs dorożką była na tamte czasy sumą znaczną
(dla porównania: robotnik dniówkowy zarabiał wtedy często poniżej 1 rubla).
- Droga żelazna nadwiślańska: Nazwa linii kolejowej łączącej m.in. Warszawę
z Mławą i Kowlem. Stacja w Nowym Dworze była ważnym punktem na tej trasie.
- Omnibus (strażacki): Wielokonny pojazd służący do przewozu większej liczby
strażaków oraz sprzętu. To taki XIX-wieczny odpowiednik wozu bojowego z
obsadą.
- Dyszel: Drąg łączący wóz z końmi. Złamanie dyszla było typową awarią przy
jeździe po trudnym, piaszczystym terenie.
- Chudoba: Cały skromny majątek ruchomy, dobytek (często odnosiło się do
inwentarza, ale tu oznacza mienie pogorzelców uratowane z domów).
- Lakoniczne depesze: Krótkie, zwięzłe wiadomości przesyłane telegrafem.
- Sublokator: Osoba wynajmująca pokój lub mieszkanie od głównego najemcy
(nie bezpośrednio od właściciela kamienicy).
- Plant (kolei): Pas gruntu, na którym ułożone są tory kolejowe wraz z
nasypem.
- Wziąć rozbrat ze światem: Archaiczny zwrot oznaczający pożegnanie się z
życiem, śmierć lub popadnięcie w skrajną apatię i rezygnację.
- Apatja (apatia): Stan braku zainteresowania, obojętność. Autor artykułu
krytykuje mieszkańców za to, że nie pomagali aktywnie w gaszeniu własnego
miasta.
- Sikawka: Ręczna pompa do wody, obsługiwana przez kilku ludzi za pomocą
dźwigni. W tekście mowa o tym, że strażacy mieli tylko 3 małe sikawki na
całe miasto.
- Beczek (beczka): Konny wóz z wielką beczką na wodę. Ponieważ nie było
hydrantów, woda musiała być dowożona na miejsce pożaru wozami.
- Powroźnik: Rzemieślnik wyrabiający liny, powrozy i sznury (w tekście to on
był nieumyślnym sprawcą pożaru).
- Ksiądz pleban / Pastor: Duchowni katolicki i ewangelicki, którzy w tamtym
czasie pełnili funkcje liderów społeczności.
- Gubernator baron Medem – Nikołaj Medem, rzeczywisty rosyjski urzędnik,
który pełnił funkcję gubernatora warszawskiego w latach 1884–1892.
- Straż ziemska – formacja policyjno-administracyjna na terenach wiejskich i
w mniejszych miastach Królestwa Polskiego.
- Obrócić w perzynę – całkowicie zniszczyć, spalić, obrócić w popiół.
- Bóżnica – inaczej synagoga lub żydowski dom modlitwy (w tekście
rozróżniono murowaną synagogę od mniejszej, drewnianej bóżnicy).
- Składka asekuracyjna – dzisiejsza składka ubezpieczeniowa.
- Pierwiastkowe śledztwo – śledztwo wstępne, mające na celu ustalenie
pierwszych faktów i przyczyn zdarzenia.
- Powroźnik – rzemieślnik zajmujący się wytwarzaniem lin, powrozów i
sznurów.

— Канцелярия Варшавскаго Губернатора сообщила
нижеслѣдующее: Раздача на мѣстѣ пособій погорѣльцамъ гор. Новый-Дворъ и
оказаніе помощи оставшемуся безъ крова и безъ средствъ къ пропитанію 2000
населенію возложена на тотъ же комитетъ, который былъ установленъ въ этомъ
городѣ по случаю постигшаго оный бѣдствія наводненія, и который своимъ
разумнымъ и человѣколюбивымъ дѣйствіями, заслужилъ и довѣріе и
признательность мѣстнаго населенія.
Въ составъ этой коммисіи вошли: въ качествѣ предсѣдателя Уѣздный Начальникъ
члены: настоятель римско-католическаго прихода ксендзъ Цишевскій, пасторъ
Беренсъ, бургомистръ Лясоцкій, лавникъ Моргенталеръ.
Доводя о вышеизложенномъ до всеобщаго свѣдѣнія, Варшавскій Губернаторъ,
проситъ лицъ, желающихъ посильными пожертвованіями, облегчить страданіе,
постигнутаго рядомъ тяжкихъ бѣдствій населенія гор. Новаго-Двора, присылать
свои пожертвованія въ контору банкира Гольдстанда, что по Ново-Зельной улицѣ
дома № 48, который изъявилъ готовность принять на себя трудъ пріема
пожертвованій и пересылки таковыхъ по назначенію.
Владѣлецъ имѣнія Руда Гузовская, Г. Феликсъ Собанскій, передалъ на руки
Варшавскаго Губернатора 500 руб. въ пользу погорѣльцевъ гор. Новаго-Двора,
которые и переданы въ распоряженіе мѣстнаго комитета для оказанія помощи.
— Kancelarja Warszawskiego Gubernatora, zakomunikowała co następuje:
Rozdział zapomóg pogorzelcom w Nowym Dworze i niesienie pomocy pozostałej
bez dachu i środków do życia 2,000 ludności tamecznej powierzone zostały
komitetowi ustanowionemu w temże mieście poprzednio dla niesienia pomocy
dotkniętym powodzią, a który przez swe rozumne i ludzkością nacechowane
działanie zyskał sobie zaufanie i wdzięczność mieszkańców.
Do składu tego komitetu weszli nadto: jako prezydujący naczelnik pow.
Warszawskiego, a jako członkowie: proboszcz parafii katolickiej ks.
Ciszewski, pastor Berens, burmistrz Lasocki i ławnik miasta Mergentaler.
Podając o tem do powszechnej wiadomości, Gubernator Warszawski prosi osoby
życzące sobie ofiarnością swą ulżyć doli nieszczęśliwych mieszkańców Nowego
Dworu, dotkniętych szeregiem klęsk ciężkich, aby raczyły nadsyłać ofiary swe
do kantoru bankiera A. Goldstanda w Warszawie przy ul. Nowo-Zielnej pod №
48, który oświadczył gotowość przyjmowania ofiar przesyłania ich stosownie
do przeznaczenia.
Właściciel dóbr Ruda Guzowska, Sobański Feliks złożył na ręce Warszawskiego
Gubernatora rs. 500 na rzecz pogorzelców w Nowym Dworze, które przesyłane
zostały miejscowemu komitetowi dla rozdania zapomogi nieszczęśliwym.

22 czerwca 1888. Kurjer Codzienny, nr 171.
Z Nowego Dworu.
Z Nowego Dworu pod datą wczorajszą piszą do nas co następuje: „Po tak
wielkiej klęsce, powoli zaczynamy „przychodzić do siebie.“ Na wielkim
obszarze pogorzeliska, pracuje codziennie kilkuset ludzi, odgrzebujących z
gruzów węgiel, niedopalone drzewo, żelastwo i t. p. Jak już wspominaliśmy,
cała spalona przestrzeń przechodzi na własność zarządu fortecznego, a
mieszkańcy przenoszą się na drugą stronę miasta, poza kościół katolicki.
Poruszony projekt przeniesienia miasta na grunta dóbr Jabłonny, nie może być
w żadnym razie urzeczywistniony. Tutejsza ludność zajmuje się przeważnie
dostawami różnych materjałów do fortecy Nowo-Gieorgiewsk i z twierdzy tej
przeważnie żyje, odległe więc pobudowanie miasta, odbiłoby się niekorzystnie
na jego życiu ekonomicznem. Część pogorzelców mieści się obecnie w
prowizorycznie wzniesionych barakach, część ulokowała się u krewnych, lub
znajomych, a kilkanaście rodzin przeniosło się do Zakroczymia. Dopóki sprawy
z towarzystwami asekuracyjnemi załatwione nie zostaną, dotąd odbudowanie
miasta rozpocząć się nie może, kilkunastu jednak właścicieli domów traktuje
już o nowe place na wyżej wspomnianej miejscowości. Komitet pomocy
funkcjonuje bez przerwy. Dzięki opiece ks. proboszcza Ciszewskiego, pastora
Behrensa i burmistrza p. Lasockiego, prawdziwie potrzebujący otrzymali
stosowne zasiłki. Wydano bardzo słuszne rozporządzenie, iż nowo wznoszone
domy lub zabudowania gospodarskie, nie mogą być kryte słomą.“

Czerwiec 1888. Informacja o wyznaczeniu miejsca
odbudowy spalonej części Nowego Dworu.
Odbudowanie Nowego-Dworu. Komisya, wyznaczona dla
obrania miejsca do odbudowania spalonéj części Nowego-Dworu, uznała za
najdogodniejszą miejscowość drogę prowadzącą do dworca kolei i część
rządowego lasu, graniczącą z rzeczoną drogą.

1888. Po tragicznym pożarze do Nowego Dworu
zjeżdżają w celu podjęcia prac zarobkowych przy odbudowie domów rzemieślnicy z
Warszawy.
— Do Nowego Dworu.
Wczorajszym pociągiem kolei nadwiślańskiej odjechało z naszego miasta 40-tu
rzemieślników, stolarzy, ślusarzy, cieśli i mularzy.
Ludzie ci dowiedziawszy się od faktorów o tem, iż kilku właścicieli
spalonych domów w Nowym Dworze zamierza je odbudować, udali się tam dla
zarobku.
Przed tygodniem pojechało tam również dwóch restauratorów.
- Kolej nadwiślańska: To linia kolejowa łącząca Mławę z Warszawą i kowelskim
węzłem, otwarta w 1877 roku.
- Mularz: Dawne określenie murarza.
- Faktor: W tamtym czasie był to pośrednik handlowy lub osoba zajmująca się
załatwianiem różnych spraw i zleceń.
- O tem: Pisownia charakterystyczna dla XIX wieku, zastąpiona później
dzisiejszym „o tym”.

1888. Po pożarze w Nowym Dworze.
Pomoc dla pogorzelców Nowego Dworu.
Z kancelarji J. W. Gubernatora warszawskiego
otrzymaliśmy następujące zawiadomienie: „Rozdawanie wsparć pogorzelcom osady
Nowy Dwór, gdzie około 2,000 mieszkańców pozostało bez dachu i środków
żywności, powierzono temu samemu komitetowi, który utworzono w marcu r. b.
po powodzi w Nowym Dworze. W komitecie prezyduje naczelnik powiatu,
członkami zaś komitetu są: proboszcz rzymsko-katolicki ks. Ciszewski, pastor
Berens, burmistrz Lasocki i ławnik Mergenthaler. Podając o tem do wiadomości
powszechnej, p. Gubernator warszawski prosi osób chcących przyjść z pomocą
nieszczęśliwym pogorzelcom Nowego Dworu o składaniu ofiar do kantoru
bankierskiego p. Aleksandra Goldstanda (ul. Nowo Zielna Nr. 48), który
podjął się zbieraniem składek i posyłania do komitetu.“ Z odezwy gubernatora
dowiadujemy się dalej, iż p. Feliks Sobański, właściciel dóbr Ruda Guzowska,
złożył na ręce Gubernatora warszawskiego kwotę rs. 500 dla ofiar pogorzeli
Nowego Dworu. Pieniądze te przesłano do komitetu pomocy.
- Pogorzelcy: Osoby, które straciły mienie (głównie dach nad głową) w wyniku
pożaru.
- J. W. (Jaśnie Wielmożny): Tytuł grzecznościowy używany wobec wysokich
urzędników państwowych w Imperium Rosyjskim (w tym w Królestwie Polskim).
- r. b. (roku bieżącego): Skrót oznaczający rok, w którym opublikowano
artykuł (1888).
- Ławnik: Członek zarządu miasta lub sądu pokoju; urzędnik samorządowy.
- Kantor bankierski: Prywatna instytucja finansowa zajmująca się obrotem
pieniężnym, poprzednik dzisiejszych banków komercyjnych.
- rs. (rubli srebrnych): Oficjalna waluta w Królestwie Polskim po 1841 roku.
500 rs. stanowiło wówczas bardzo dużą kwotę (dla porównania: robotnik
dniówkowy zarabiał wtedy często mniej niż 1 rubla dziennie).
- Feliks Sobański (1833–1913) Hrabia, znany filantrop i ziemianin.
Właściciel dóbr Guzów (Ruda Guzowska to dzisiejszy Żyrardów). Znany z
fundowania kościołów i wspierania inicjatyw społecznych.
- Aleksander Goldstand (1838–1903) Bogaty bankier warszawski pochodzenia
żydowskiego (rodzina później przeszła na katolicyzm). Był wpływową postacią
w świecie finansjery i filantropii.
- Mergenthaler - Ławnik o nazwisku wskazującym na pochodzenie niemieckie, co
potwierdza wielokulturowy charakter ówczesnego Nowego Dworu.

1888. Plan spalonej części miasta Nowego Dworu.
Tytuł główny (w języku
rosyjskim):
ПЛАНЪ Сгорѣвшей части
города НОВЫЙ-ДВОРЪ Варшавской губернии и уѣзда.
(Plan spalonej części
miasta NOWY DWÓR, Guberni i powiatu Warszawskiego.)
Opis pod tytułem: Pod
głównym tytułem znajduje się opis celu sporządzenia planu: „съ показаниемъ
пустопорожняго пространства на постройку дорогу, площади между костелами,
соседнихъ улицъ и площадей...” (z wykazaniem pustych przestrzeni pod budowę
dróg, placu między kościołami, sąsiednich ulic i placów...). Tekst informuje
o wytyczeniu nowej przestrzeni po pożarze, z uwzględnieniem dróg, placów
między kościołami oraz sąsiednich ulic. Dokument jest datowany na
10 lutego 1889 roku
(data widoczna w prawym górnym rogu przy podpisie gubernatora).
Legenda (Objaśnienie znaków
- Условные знаки):
-
Czerwone pełne
prostokąty: Istniejące budynki murowane.
-
Różowe obszary:
Projektowane nowe kwartały i place.
-
Linie
przerywane/kratkowane: Tereny spalone lub przeznaczone do nowej
zabudowy.
-
Żółtawe/beżowe tło:
Tereny niezabudowane, ogrody lub place.
-
Czerwone linie na
działkach: Wyznaczają nowe linie zabudowy (regulacyjne), do których
musieli stosować się mieszkańcy odbudowujący domy.
Mapa przedstawia układ
urbanistyczny miasta w momencie jego wielkiej przebudowy. Widać wyraźne
przejście od chaotycznej zabudowy do nowoczesnego, siatkowego układu ulic.
-
Rzeki/Woda: W
górnej części widoczny jest zarys rzeki (Narew), co potwierdza
lokalizację miasta w widłach rzek.
-
Koszary/Twierdza:
Adnotacje po prawej stronie (pismo odręczne) wspominają o relacjach z
Komendantem Twierdzy Nowogeorgijewskiej (Modlin), co podkreśla
strategiczne znacznie miasta.
Ulice poziome (od góry):
Ulice pionowe (od
lewej):
Inne obiekty:
-
Каменный костелъ
(Murowany kościół) – zaznaczony wyraźnym czerwonym kolorem w dolnej
części, obok dzisiejszego rynku.
-
Внимательное
кладбище (Cmentarz) – widoczny w górnej części planu.
-
Площадь между
костелами (Plac między kościołami) – duży, różowy obszar w dolnej
części, projektowany jako centrum reprezentacyjne.
Ten plan jest dowodem na
regulację miasta.
Pożar, choć tragiczny, stał się pretekstem dla władz carskich do
wprowadzenia uporządkowanego układu ulic (tzw. układu hippodamejskiego),
który do dziś jest widoczny w centrum Nowego Dworu Mazowieckiego.
-
Skala: Na dole
znajdują się dwie skale: rosyjska (w sążniach) oraz polska (w prętach),
co było typowe dla dokumentów technicznych z okresu Królestwa Polskiego.
-
Pieczęć:
Widoczna po lewej stronie pieczęć urzędowa potwierdza autentyczność
dokumentu w zasobach archiwalnych (Archiwum Główne Akt Dawnych).
KALENDARIUM NOWEGO DWORU MAZOWIECKIEGO